Świętokrzyskie bażanty

Królowa z królem przy królewskim pokocie

Królowa z królem przy królewskim pokocie

Na początku 2011 r. wybrałem się z grupą kolegów na polowanie na zające. Zbiórka na stacji BP w Krakowie a potem dosyć długa jazda trudnymi i krętymi drogami pogranicza województw małopolskiego i świętokrzyskiego. Od rana było bardzo zimno a kiedy przyjechaliśmy na miejsce na termometrze wskaźnik minął wyraźnie 10 stopni poniżej zera. Niewielka pokrywa śniegu, rozległe pola, jak zapewniano niezły stan zająca – polowanie zapowiadało się znakomicie.  I było świetne. Zostałem królem tego dnia pomimo, że o mały włos nie odmroziłem sobie palców lewej stopy. Tam właśnie poznałem Zenka, który po krótkiej rozmowie zaprosił mnie na bażanty w nadchodzącym dopiero za kilka miesięcy sezonie. Szczerze mówiąc o całej sprawie zapomniałem i dopiero telefon w połowie października wywołał temat od nowa. Minęło kilka dni i jechałem z Florą na dwudniowe polowanie na doskonałe, jak zapewniał Zenek bażanty w kołach „Diana” i „Pionier”. Na spotkanie w Skalbmierzu dotarłem z niewielkim opóźnieniem i po krótkiej rozmowie w czasie porannej kawy ruszyliśmy w teren. Polować mieliśmy na granicy pól uprawnych i nieużytków leżących wzdłuż niewielkiego cieku wodnego. Teren trudny zarówno dla myśliwego jak i dla psa, ale jak się wkrótce okazało bogaty w zwierzynę. W ciągu ponad 4 godzin polowania strzeliłem spod Flory 9 kogutów nie gubiąc żadnego. Flora pracowała niezwykle twardo ale nieco chaotycznie, co kładłem na karb niezwykle trudnego terenu i całkiem nowego środowiska w którym się znalazła. Wynik mówi sam za siebie, dlatego zmęczony i zadowolony kładąc się spać myślałem z radością co przyniesie następny dzień. Ciekawy też byłem jak zniesie trudy tego pierwszego dnia Flora. Ranek i cały następny dzień pokazały, że ciężką pracę zniosła bardzo dobrze. Spotkanie w łowisku o 9.00, polowanie do 15.00 a więc 6 godzin intensywnego łowieckiego wysiłku. Teren inny niż dzień wcześniej, pozwalał na pokazanie przez Florę wszystkich jej walorów. Strzeliłem kolejne 8 kogutów a spod Flory tego dnia padło co najmniej drugie tyle nie licząc pudeł, szczególnie pod koniec dnia do przecież pięknie wypracowanych przez nią bażantów. Pracowała jak w transie,  z niesłychaną konsekwencją i precyzją wynajdując i wskazując bażanty w naprawdę zróżnicowanym środowisku. Nie dawała ani sobie ani nam chwili wytchnienia. Żałowałem tylko, że nie było z nami fotografa bo można było zrobić zupełnie niezwykły reportaż z tego wspaniałego polowania. W końcowym rozrachunku padło 79 kogutów i 1 lis  na 23 myśliwych. Królową polowania została żona łowczego strzelając 7 kogutów i lisa – zuch dziewczyna. Galeria pokazuje niestety tylko fragmenty obu dni polowania ale z pewnością na zdjęciach można zobaczyć wspaniały klimat tego spotkania ludzi pełnych pasji.

Pamiątkowe zdjęcie na koniec dnia

Pamiątkowe zdjęcie na koniec dnia

Osobną sprawą była prawdziwie staropolska gościnność z jaką byłem przyjęty  i za którą kolegom, szczególnie Zenkowi należą się słowa podziękowania. Mam nadzieję na kolejne spotkania w naprawdę wspaniałych świętokrzyskich łowiskach.