Polski model łowiectwa – blaski i cienie (tym razem z przewagą cieni). Część I. Nadzór

Tycjan -  “Bachanalia Andrian”

Tycjan – “Bachanalia Andrian”

W tym roku hucznie, jak sądzę, obchodzić będziemy 90-lecie Polskiego Związku Łowieckiego. Obok wychylonych czar pełnych wspaniałych nalewek, przygotowanych w oparciu o historyczne a i całkiem współczesne receptury, warto chyba porozmawiać trochę o nas samych. A więc jakie są cienie naszego łowiectwa? – bo tak się jakoś składa, że o blaskach przekaz jest całkiem obfity, choć nie zawsze proporcjonalny do tego blasku natężenia. Postanowiłem napisać parę słów o kilku sprawach – dzisiaj piękne słowo – nadzór. Towarzysz Stalin, że przywołam klasyka, zwykł był mówić swego czasu (cytuję z, zapewne niedoskonałej, pamięci) – „Towarzysze, ludziom trzeba wierzyć ale ….. kontrolować, kontrolować, kontrolować ……”. Zwykłem na sprawę patrzeć w następujący sposób – Państwo Polskie, a więc po prostu Polacy przekazali nam, to znaczy organizacji o nazwie Polski Związek Łowiecki, zarząd nad wielkim dobrem narodowym jakim są dziko żyjące zwierzęta (łowne oczywiście ale i pośrednio w zasadzie wszystkie) oraz nad przestrzenią w której one żyją. Przekazano więc nam ogromny majątek o wartości daleko większej niż tylko suma bilansowa w rozliczeniu księgowym. Aby ten zarząd był skuteczny a kompetencje nie budziły żadnych wątpliwości organizację naszą uczyniono monopolistą na tym polu, monopolistą uzbrojonym w zapisy prawa pozwalające skutecznie to zadanie realizować. Nie ma praw doskonałych ale nasze Prawo Łowieckie, w swoich szczegółowych zapisach, pozwala skutecznie realizować wszelkie zadania współcześnie pojmowanego łowiectwa, od tych związanych z ekologią, poprzez zadania gospodarcze aż po stworzenie przestrzeni dla realizacji pasji łowieckiej ludziom w sprawę zaangażowanym. Ze strony Państwa nadzór nad działalnością PZŁ a więc nad sposobem i skutecznością realizacji przyjętych zobowiązań wykonują Minister Środowiska, wojewodowie (m.in. Państwowa Straż Leśna), administracja Lasów Państwowych na terenach leśnych oraz samorządy lokalne na terenach polnych. Formalnie tych instytucji jest znacznie więcej ale tutaj mówię jedynie o nadzorze bezpośrednim, dotyczącym realizacji zadań statutowych PZŁ. Statut Związku przewiduje też nadzór wewnątrz organizacji, na wszystkich jej szczeblach organizacyjnych. Czy system nadzoru działa? Tym razem zacznijmy od dołu a więc od nadzoru nad realizacją zadań podstawowych, bezpośrednio w obwodach łowieckich. Łowieckie plany hodowlane, przygotowywane przez koła łowieckie, opiniują lokalne samorządy oraz nadleśnictwa one też nadzorują ich realizację. Nadzór taki prowadzony jest też przez Okręgowe Rady Łowieckie. Można powiedzieć więc, że na tym poziomie nadzór działa, choć nie można się oprzeć wrażeniu, że brak jest jednolitych zasad tego nadzoru, przeszkolonych urzędników (głównie w samorządach) a więc brak jest jednoznacznych procedur, tak bardzo ostatnio popularnych. Stan taki prowadzi często do różnego rodzaju zaniechań bądź, co nie takie rzadkie, przekraczania kompetencji (nadleśnictwa). Pomimo tych niedoskonałości systemu można powiedzieć śmiało, że koła łowieckie skutecznie realizują swoje zadania na poziomie jaki jest możliwy w oparciu o lokalny potencjał ludzki, organizacyjny i finansowy a nadzór nad ich aktywnością jest wystarczający choć, jak wspomniałem, z pewnością niedoskonały. Jak sytuacja wygląda wyżej a więc na poziomie okręgów a przede wszystkim kraju. Pytanie brzmi, jak stawiane są zadania?, jak są realizowane? i wreszcie jak są nadzorowane? na poziomie rejonów hodowlanych, okręgów, krain łowieckich i wreszcie na terenie całego kraju. Moje doświadczenie i ostatnie dociekania wskazują jednoznacznie, że tego nadzoru praktycznie nie ma co powoduje, że centralne struktury PZŁ przestały zupełnie kreować sytuację w polskim łowiectwie, nie realizują żadnych długofalowych programów a ich potencjał kadrowy i finansowy nie buduje wartości dodanej do potencjału polskiego łowiectwa. O ile można zrozumieć mechanizm który do tego prowadzi  – cóż ludzie są wygodni, żeby nie powiedzieć leniwi, to trudno pojąć dlaczego nie dostrzega tego istniejący przecież, a opisany wyżej, system nadzoru na poziomie Państwa. Warto przejrzeć aktywność Naczelnej Rady Łowieckiej w ostatnich a szczególnie w ostatniej kadencji, zapoznać się z gospodarką Ośrodków Hodowli Zwierzyny (a są to już setki tysięcy hektarów łowisk) prowadzonych przez PZŁ, bilansem spółek „córek” PZŁ a szczególnie Łowex-u, aktywnością naukowo-badawczą kreowaną i finansowaną przez PZŁ i innymi aspektami działania naszych Władz Naczelnych aby zobaczyć, że nie trzeba być Sherlockiem Holmsem aby widzieć co się dzieje. Jak daleko panowie z Władz Naczelnych PZŁ oderwali się od rzeczywistości polskiego łowiectwa niech świadczy drobny fakt – w tym roku jakoś zapomniało się złożyć życzenia swoim wyborcom, a i kolegom przecież, w grudniowym numerze Łowca. Sprawa może mała ale jakże symptomatyczna. Polski model łowiectwa nie wymaga żadnych rewolucyjnych zmian, o których często słyszymy tu i ówdzie, polskiemu modelowi łowiectwa potrzebne jest sprawnie działające, w zakresie podstawowego nadzoru, Państwo. Trzeba tutaj wyraźnie powiedzieć, że nie urzędnicze zarządzanie łowiectwem jest potrzebne, bo takie szybko doprowadzi do zniszczenia wielu podstawowych wartości naszego systemu, w tym szczególnie społecznego zaangażowania członków PZŁ,  nie mówiąc już o lawinowym wzroście wszelkich kosztów, – tutaj chodzi o merytoryczny nadzór nad systemem, szczególnie nad jego centralną częścią, w zakresie realizacji zadań statutowych i oczekiwań Państwa w tym zakresie.