Wyżły – doświadczenia roku 2010 – część piąta

Konkursy w Sokołowie Młp. - zawodnicy i sędziowie w czasie konkurencji polnych

Po doświadczeniach zbieranych na czeskich i niemieckich konkursach czas przyszedł na planowany od dawna wyjazd na gościnne Podkarpacie, gdzie w dniach 16 i 17 października Janek Bełz organizował VII i VIII Międzynarodowe Konkursy Pracy Wyżłów Wielostronnych. Zawody organizowane były w Sokołowie Małopolskim na terenach Koła Łowieckiego „Sokół” i Koła Łowieckiego „Dzik”. Konkurs obok typowych zawodów indywidualnych obejmował też rywalizację drużynową, w której postanowiliśmy z Konradem wystartować jako drużyna Pszczyna-Jankowice.
Ponieważ w piątek przed konkursami długo pracowałem i do domu wróciłem dopiero około 22.00, postanowiłem przespać sie trochę i jechać skoro świt. W pamięci miałem trwającą ponad 7 godzin drogę do Janka w 2009 r. i opowiadanie Konrada o jego podobnym doświadczeniu sprzed kilku tygodni. Wyruszyłem o 4.00 i do Krakowa dotarłem w godzinę, niestety potem było gorzej, znacznie gorzej … Na miejsce zbiórki dotarłem 5 minut przed losowaniem numerów startowych! Zaczynałem od konkurencji technicznych czyli „małego pola” z którym moje suki nie miały zwykle problemów. Niestety nie tym razem. Pracowały tak źle jak nigdy w życiu i o mało co nie spaliły startu. Byłem kompletnie załamany i cały dzień próbowałem analizować powód wpadki. Na szczęście potem było dużo lepiej. Kolejne konkurencje na wodzie zaliczyły obie na same 4 (maksymalna ocena w regulaminie). Na dodatek FLORA po zaaportowaniu swojej kaczki znalazła i wystawiła w szuwarze kaczkę nie znalezioną przez poprzedniego psa. Kaczka ruszyła na zalew a FLORA za nią. Pozwoliłem jej odplynąć chyba z 400 metrów, na gwizdek wróciła posłusznie na brzeg. Dostała brawa od widzów, podeszli do mnie myśliwi ze Słowacji, którzy jako delegacja samorządu zaprzyjaźnionego słowackiego powiatu obserwowali zawody i gratulowali pracy psa. Powiedzieli, że w życiu nie widzieli tak pracującego na wodzie wyżła. Było mi naprawdę bardzo miło słyszeć te słowa, później na kończącej 2-dniowe zawody imprezie przysiedli się do mnie i jeszcze raz wspominali pracę mojej suki. W polu też było dobrze i obie suki dostały same 4, niestety pierwsze konkurencje ustawiły dla nich całe zawody.
Następnego dnia zaczynałem od wody. Suki pracowały w wodzie jak zwykle dobrze ale nie wiadomo dlaczego obie zrobiły błędy przy oddawaniu aportu i dostały niższe oceny. W polu FLORA też miała problem z aportem bażanta i znowu straciła punkty. Na małym polu było tym razem o niebo lepiej niż poprzednio ale JAGA znowu miała problem z podwójnym aportem, musimy nad tym popracować. Na włóczkach sędzia pytał mnie co dałem psom, że tak się od wczoraj zmieniły, i cóż miałem powiedzieć? Wróciłem z dyplomami II i III stopnia dla FLORY i I oraz III stopnia dla JAGI. Na osłodę goryczy, gorszego niż oczekiwałem wyniku, przyszło drużynowe zwycięstwo w całym konkursie.
Jakie wnioski z tego wyjazdu? Na pewno trzeba częściej startować w konkursach, psy jak ludzie zbierają też doświadczenia i dojrzewają w różnych warunkach. Należy poprawić pewność aportu, to co wychodzi zawsze bez problemu na polowaniu, w warunkach konkursu jak widać nie zawsze. Podwójny aport trzeba od czasu do czasu powtórzyć i pamiętać, że warunki tej konkurencji mogą być bardzo różne. Pies musi dobrze rozumieć czego się od niego oczekuje i wtedy zewnętrzne okoliczności nie będą miały większego znaczenia.
Teraz zaczynam intensywnie polować na bażanty, sezon nie zapowiada się najlepiej ze względu na zalanie lęgów na wiosnę, ale czyż dla prawdziwego wyżła nie jest wyzwaniem praca w dużym polu przy niewielkim zagęszczeniu ptactwa?