Wydaje się, że obrona prawd oczywistych nie jest potrzebna, a jednak. Poluję prawie 40 lat, miałem okresy większej i mniejszej aktywności łowieckiej, ale średnia nie jest niska. Pamiętam i stare i nowe czasy, polowałem w różnym miejscach Polski, w wielu kołach, z różnymi myśliwymi i zawsze zaskakiwała mnie łatwość z jaką koledzy, czasem wysoko w hierarchii łowieckiej stojący i często niebiedni prezentowali stanowisko, że „…pies ma polować a nie mieć rodowód a w ogóle to te bez rodowodu są świetne…”. Nie będę mnożył różnych form, w jakich te prawdy były przekazywane żeby nie popadać w większą frustrację. Tym samym kolegom nigdy do głowy nie przyszło, aby na polowaniu pokazać się z bronią na sznurku czy w dziurawych kaloszach, wręcz przeciwnie za ekwipunek łowiecki niejednego z nich (szczególnie w ostatnich czasach) można by kupić niezły samochód. Skąd ten dysonans, skąd to trudne do zaakceptowania myślenie i wreszcie skąd ten brak obawy przed prezentowaniem takiej opinii na szerszym forum. Szczerze mówiąc do końca nie wiem dlaczego tak jest, ale zjawisko ma charakter tak powszechny, że z pewnością ma jakieś być może w „tradycji” zagubione podstawy. Ciśnie mi się na język opinia na ten temat znajomego leśniczego, niezwykle doświadczonego myśliwego i zawsze polującego z psami kolegi a przy tym znanego z „niewyparzonego języka”, ale ten tekst może być i bez niej dla wielu dość kontrowersyjny stąd jej nie przytoczę. Problem istnieje od dziesięcioleci. W pięknym opracowaniu historii psa legawego w Polsce zamieszczonym na stronie hodowli Theogonia przywołane są pierwsze konkursy dla psów myśliwskich z początków 20 stulecia z terenu Galicji. Już wtedy organizatorom nie udawało się zachęcić braci łowieckiej do systematycznego i licznego brania udziału w tych imprezach, które mimo to organizowano uparcie, ale bez większego związku ze środowiskiem. Czyż obecnie nie jest podobnie? W latach 50-tych PZŁ w naiwnym przekonaniu, że problem tkwi w kosztach i zachęcie ze strony Związku zorganizował hodowlę psów myśliwskich w ośrodku w Rembowoli. Wyhodowane szczenięta trafiały nieodpłatnie do myśliwych czyli pod tak zwane „strzechy” i jak wkrótce się przekonano, w większości do budy na podwórzu. Problem tkwi w sposobie myślenia, wiedzy i podejściu do polowania a nie w kosztach czy konieczności szczególnej zachęty. Do dzisiaj nie potrafimy stworzyć formalnych zasad sprzyjających hodowli rasowego psa myśliwskiego. Od lat w szufladach władz PZŁ leży opinia Komisji Kynologicznej przy NRŁ wskazująca na konieczność zmian w zapisach prawa, które obecnie dopuszcza do polowania psy bez rodowodu, mające jedynie enigmatyczny tytuł psa użytkowego, tytuł niepodlegający żadnej weryfikacji faktycznej bo taka nie jest dla psów bez rodowodu prowadzona.
Jak jest w innych krajach w naszej części Europy? Popatrzmy na zachód i południe od nas. W Niemczech, Czechach, na Słowacji nie tylko nie ma możliwości łowieckiego użytkowania psa bez rodowodu, ale nie ma również możliwości wykonywania polowania czy przez koło łowieckie czy przez indywidualnego myśliwego bez rodowodowego psa posiadający certyfikat użytkowości. Taki certyfikat można otrzymać tylko po spełnieniu przez psa konkretnych wymagań ocenianych przez sędziów pracy. W Czechach koło łowieckie nie może wydawać odstrzału na gatunki zwierzyny, na które nie ma zgłoszonego ułożonego, to znaczy posiadającego wspomniany certyfikat psa (również na zwierzynę drobną). Nie dziwmy się, że nasi sąsiedzi są potentatami w kynologii łowieckiej, we wspomnianych Czechach nie można być członkiem Związku Łowieckiego nie posiadając rodowodowego psa rasy myśliwskiej. Podobnie jak u nas jest na wschód od nas, pytanie czy to jest ten model do którego chcemy się porównywać. Pod koniec 2010 r. rozpoczęła się nowa kadencja władz naszego związku. Przeczytałem uważnie zalecenia delegatów na Zjazd Krajowy kierowane do nowo powołanych władz Polskiego Związku Łowieckiego szukając w nich zapowiedzi zmian oczekiwanych przez kynologów łowieckich, niestety nie znalazłem.


Wspaniale skonkretyzowane podsumowanie sytuacji panujacej w naszej organizacji PZL w tym temacie. Niech potwierdzeniem tego bedzie np fakt ze w moim KL. majacym okolo 80 mysliwych jest 6 psow mysliwskich. Gdy oglosilem ze istnieje mozliwosc zakupu rodowodowych szczeniakow z posiadanego miotu nie bylo ani jednego mysliwego ktory bylby zainteresowany kupnem !! Nikt nawet nie zapytal o cene !
Skad to tak trudne do zaaceptowania podejscie mysliwych do spraw lowiectwa i kynologi. Ja osobiscie nie wyobrazam sobie ze moglbym byc aktywnym mysliwym nie majac za towarzysza lowow ulozonego psa mysliwskiego.
Pozdrawia i DARZ BOR
Dziękuję za komentarz. W odpowiedzi posłużę się cytatem z kolegi którego nie zacytowałem na stronie „… żeby pies nie miał przypadkiem lepszych papierów niż właściciel.” Coś w tym jest.
Darz Bór