Dziedzictwo

Polowanie z sokołem

Łowiectwo w Europie i Polsce od wielu już lat a nawet dziesięcioleci pozostaje pod pręgierzem różnych środowisk ochroniarskich, jako niepotrzebna spuścizna przeszłości. Ludzie z nim związani często traktowani są, jako osoby kierowane przez ciemne strony ludzkiej natury, a w mediach prezentowane są niewybredne opinie na ich temat. Próbuje się kreować prawo, które ma ograniczać na różne sposoby możliwości jego uprawiania, tymczasem w Unii Europejskiej poluje około 8 milionów ludzi a w USA i Kanadzie nawet 20 milionów. Jest, więc potężna rzesza ludzi zainteresowanych uprawianiem łowiectwa, będącego najstarszą formą ludzkiej aktywności, oraz najstarszym spoiwem ludzkich społeczności. Jak pogodzić aktywność, pasję i potencjał milionów ludzi z naporem współczesności, w której opinie na temat łowiectwa, a również strategiczne decyzje jego dotyczące podejmuje, jak to w demokracji, większość a więc ludzie niezwiązani z łowiectwem, leśnictwem czy rolnictwem, osoby zwykle zamieszkałe w miastach, które wiedzę czerpią z medialnych informacji oraz potocznego rozumienia przyrody? Wydaje się, że jedyną, ale trudną drogą dla łowiectwa jest uczynienie z niego w sposób wyraźny i tak postrzegany przez większość potężnego narzędzia w arsenale środków budowanych dla zachowania środowiska naturalnego. Potrzebne są takie zmiany, jakim ulega gospodarka leśna, która z fabryki drewna dla celów gospodarczych coraz wyraźniej przekształca się w element systemu ochrony środowiska i edukacji ekologicznej.

W roku 2003 w Paryżu przyjęto tekst Konwencji UNESCO „W sprawie ochrony niematerialnego dziedzictwa kulturowego” ( tekst oryginalny angielski,  tekst polski z komentarzem).
Już (!) 15 grudnia 2010 r. Polska ratyfikowała zapisy tej konwencji ( Ustawa). Tekst zawiera fundamentalnie ważną definicję „niematerialnego dobra kulturowego” oraz inne zapisy stwarzające bardzo dogodną platformę dla promocji ekologicznie pojmowanego łowiectwa. Jakie elementy tradycji łowieckiej ubiegać się mogą o zaszczytny przecież tytuł „niematerialne dobro kulturowe”? Zgodnie z tekstem konwencji na nazwę tą zasługują:

„… praktyki, wyobrażenia, przekazy, wiedza i umiejętności – jak również związane z nimi instrumenty, przedmioty, narzędzia i przestrzeń kulturowa – które wspólnoty, grupy i, w niektórych przypadkach, jednostki uznają za część własnego dziedzictwa kulturowego…”. Co z tradycji łowieckiej, co z wielowiekowej aktywności myśliwych polskich i europejskich mieści się a co nie mieści w tej definicji. Spróbujmy się zastanowić, zresztą tekst konwencji narzuca nam pewien sposób myślenia. Autorzy piszą tak „…

to niematerialne dziedzictwo kulturowe, przekazywane z pokolenia na pokolenie, jest stale odtwarzane przez wspólnoty i grupy w relacji z ich otoczeniem, oddziaływaniem przyrody i ich historią oraz zapewnia im poczucie tożsamości i ciągłości…”. Co możemy uważać, zatem za spoiwo naszego środowiska trwające i kształtowane przez pokolenia i zapewniające nam poczucie tożsamości i ciągłości? Jak nazwać elementy będące częścią niematerialnego dobra kulturowego?

Tutaj chcę wrócić do pytania, dlaczego właściwie polujemy, co nas myśliwych skłania do tego rodzaju aktywności, bo przecież bez pełnego zrozumienia nas samych nie możemy po pierwsze skutecznie bronić się przed napaścią a po wtóre nie do końca potrafimy zrozumieć, na czym nasz udział w tworzeniu niematerialnego dobra wspólnoty, w której żyjemy polega. Dlaczego polujemy? Dlaczego ja poluję? Bardzo długo myślałem nad odpowiedzią na te pytania a przecież prawidłowa moim zdaniem odpowiedź jest prosta. Od czasu, kiedy człowiek stworzył narzędzia dające mu przewagę nad zwierzętami, od tego czasu stał się drapieżnikiem. Drapieżnictwo stało się dominującym sposobem zdobywania pożywienia i decydującą umiejętnością dla przetrwania i rozwoju ludzkich populacji przez tysiące a nawet dziesiątki tysięcy lat. Nie możemy udawać sami przed sobą, że jest inaczej. Co więcej drapieżnictwo a więc po prostu polowanie stało się na tysiąclecia podstawowym sposobem naszego oddziaływania na środowiska, w których ludzie żyli i podstawowym sposobem budowania relacji z tymi środowiskami. Dopiero później pojawiła się umiejętność uprawy roli, dopiero później człowiek zdobył umiejętność budowania i korzystania z innych bogactw Ziemi. Dopiero ostatnie 300 lat a więc lata od początku Rewolucji Przemysłowej całkowicie zmieniły nasze życie i możliwości oraz określiły proporcje zaangażowania w różnych obszarach, w których działamy. Dopiero te lata zepchnęły polowanie na margines podstawowego wysiłku ludzkich populacji. Czyli tysiące lat historii wobec kilkuset ostatnich lat życia w zupełnie innych warunkach. Czy ludzie mogli się zmienić?, czy ludzie przestali być drapieżnikami? Oczywiście nie. Posłużę się prostym przykładem. Wyobraźmy sobie globalną katastrofę, która całkowicie znosi dobrodziejstwa cywilizacji. Co się z nami stanie, co się stanie z wydelikaconymi mężczyznami sytego Zachodu i Wschodu? Po prostu wezmą łuki, noże i topory i ruszą na polowanie, aby przeżyć. Nie za 300 lat a od razu. Co więcej ci sami delikatni chłopcy w obronie swoich łowisk i domów rzucą się do gardła wszystkim napotkanym na swoim terenie napastnikom. Czy potrafimy wymyślić inny scenariusz? Będzie trudno. Jednak jesteśmy inni od zwierząt drapieżnych. Na czym różnica między drapieżnością zwierzęcia a człowieka polega? Pewnie da się znaleźć tych różnic dużo, dla mnie najważniejsza jest jedna – istnienie zasad, zasad budowanych przez pokolenia, zasad, które mieszczą się właśnie w pojęciu niematerialnego dobra kulturowego a które powodują, że współczesne „drapieżnictwo” człowieka może zamiast bycia sposobem na zdobywane żywności, stać się sposobem na kształtowanie i ochronę naturalnego świata, w którym wszyscy żyjemy. Zasady te wbudowane w system prawny stwarzający dobre ramy dla realizacji pozytywnego, proekologicznego modelu łowiectwa a stawiający zaporę dla ciągle przecież istniejących w ludzkiej naturze skłonności do niezwiązanego zasadami drapieżnictwa powinny być podstawą naszego codziennego działania. Tak się dobrze składa, że polskie prawo łowieckie ma bardzo wiele cech takiego właśnie systemu, choć i u nas ciągle pojawiają się próby psucia istniejącego zapisu ( link).

Wróćmy do tego, co z dorobku i tradycji łowiectwa powinno się znaleźć w katalogu niematerialnych dóbr kulturowych. Pamiętajmy, że podpisana przez Polskę konwencja zobowiązuje do sporządzenia takiego katalogu. Z pewnością ważnym i narzucającym się elementem jest język łowiecki kształtowany przez stulecia i będącym jednym z najważniejszych elementów budowania tożsamości. Z pewnością ważnym elementem powinny być wypracowane przez pokolenia zasady etyki polowania oraz różne szczególne formy polowania czy umiejętności łowieckie, do nich zaliczyłbym sztukę polowania z ptakami drapieżnymi, sztukę polowania z psami a w szczególności z psami legawymi, tropiącymi czy retriewerami, sztukę wabienia oraz sygnalistykę łowiecką, czyli sztukę tradycyjnego prowadzenia polowań. Do tego obszaru zaliczyć chyba można rusznikarstwo łowieckie, również trofeistykę rozumianą jednak nie, jako pościg za coraz większymi, rekordowymi trofeami z całym związanym z tym systemem wartościowania, które czynią z trofeum nie miarę emocji łowieckich i łowieckiej sprawności, lecz giełdę finansowych możliwości rekordzistów. Są europejskie kraje o wielkiej łowieckiej tradycji takie jak na przykład Austria, gdzie wycena medalowa trofeów łowieckich oraz wszelka rywalizacja na tym tle są niedozwolone.

Poza łowiectwo powinno się jednoznacznie wykluczyć cały system masowych egzekucji bażantów, dzikich kaczek czy dzików w specjalnie do tego przygotowanych ośrodkach, jako działań niemających żadnego związku z łowiectwem a będących jedynie czystą emanacją opisanego wyżej zwierzęcego drapieżnictwa. W tym miejscu wspomnieć też trzeba, że w wielu krajach europejskich systemy łowieckie stawiające myśliwych w roli jedynie wykonujących polowanie a nie współgospodarzy jak to jest w Polsce, zachęcają do takich praktyk i zapewne są jednym z istotnych powodów złego odbioru łowiectwa w oczach ogółu.

Na koniec to co dla mnie jest szczególnie ważne i bliskie w katalogu wartości wymienionych wyżej a więc kynologia łowiecka. Uważam, że jest nam wszystkim potrzebne zbudowanie z rozproszonych działań systemu pozwalającego skutecznie kształtować postawy myśliwych i innych osób zaangażowanych w hodowlę psów myśliwskich. Są w Europie piękne wzory sprawnie działających systemów hodowli psa myśliwskiego, żeby daleko nie szukać choćby u naszych południowych sąsiadów, jest też coraz wyraźniej widoczna integracja różnych środowisk w skali europejskiej między innymi dzięki możliwościom jakie daje Internet i coraz większa bliskość ludzi w ramach Wspólnej Europy. Korzystajmy z tego. Chciałbym aby tworzona przeze mnie strona mogła wziąć skutecznie udział w dalszej integracji środowiska kynologów łowieckich i myśliwych. Spróbujmy też pokazać, że odległe dla wielu ludzi sprawy, którymi się zajmujemy są w istocie ważną częścią naszej wspólnej tożsamości.