III Memoriał im. Jitky Hromadove Czechy

Po zakończonych powodzeniem konkursach w Havirov Czechy, o czym pisałem w innym miejscu postanowiliśmy z Konradem spróbować sił na III Memoriale im. Jitky Hromadove  konkursie pracy wyżłów wszechstronnych, który odbywał się tradycyjnie na terenie bażantarni Albertovec kilkanaście kilometrów od polskiej granicy. Misternie zredagowany regulamin tych zawodów przewidywał zrealizowanie w ciągu 2 dni, 3 konkursów w pracy kolejno na wodzie, w polu oraz w lesie. Psy klasyfikowane są oddzielnie za każdy konkurs z możliwością uzyskania CACT, czyli certyfikatu na krajowego championa pracy. O zwycięstwie w całym memoriale decydowała łączna ilość zdobytych punktów we wszystkich 3 konkursach. W sumie psy oceniane były w 32 konkurencjach a więc zadanie przed zawodnikami nie było proste. Proporcjonalnie najwięcej konkurencji obejmował konkurs pracy w lesie i on był z pewnością najtrudniejszy. Po niestety niezbyt długich przygotowaniach, w których sporym problemem był brak lisów do treningu pojechaliśmy z duszą na ramieniu po ocenę naszych psów. Spośród zgłoszonych na zawody 24 psów na starcie stanęło 22, w tym 3 psy z Polski Kora Konrada, moja Flora oraz wyżeł weimarski Tomasza Wińskiego. Nie stawił się z powodu choroby wyżeł krótkowłosy Marka Pudełki. Jak wiadomo w ostatnich tygodniach deszcz padał praktycznie codziennie tak, że nie oczekiwaliśmy innej pogody a taka nam  a szczególnie naszym psom odpowiadała. Pierwszego dnia losowanie wskazało nam rozpoczęcie zawodów konkursem leśnym, który tradycyjnie startował od pokazowego aportu lisa z tzw. ogródka czyli otoczonego płotkiem z łapek świerkowych niewielkiego placu, do którego wejście prowadzi przez głęboką „fosę”, czyli rów szerokości 60 cm utrudniający pracę psa. Bałem się tego zadania i jak się okazało słusznie. Flora nie podjęła aportu i odpadła z konkursu. Cóż z tego, że w chwilę później już po zakończeniu konkurencji zrobiła to zadanie kolejne 3 razy bezbłędnie, reguły są bezlitosne i odpadła z dalszej części konkursu w lesie. Kora Konrada obroniła się jedynką i pozostała w stawce. W dalszych, trudnych konkurencjach Kora dawała sobie bardzo dobrze radę i „poległa” dopiero na włóczce lisa i zająca. Po tym pierwszym dniu mieliśmy dosyć kwaśne miny ale z takim konkursem jest tak jak z katastrofą lotniczą, trudne warunki bezlitośnie obnażają wszystkie braki szkoleniowe. Dostaliśmy niezłą nauczkę ale też zobaczyliśmy, że nie tak wiele brakuje naszym psom do zaplanowanego celu.

Kolejny dzień zaczął się ulewą ale na szczęście potem deszcz nieco odpuścił i można było spokojnie pracować w polu i na wodzie. Tym razem poszło nam dużo lepiej Flora otrzymała w konkursie polnym 216/228 pkt. oraz dyplom I stopnia, w konkursie na wodzie 87/100 pkt. i również dyplom I stopnia a Kora Konrada zdobyła dyplom I stopnia na wodzie i III stopnia w polu.  Bardzo dobrze spisał się weimar Tomasza  Wińskiego kończąc wszystkie 3 konkursy i zajmując w całym memoriale 10 lokatę. Fiord który prowadzony był przez Ludka Millera ukończył z dyplomem I stopnia tylko konkurs w polu, w pozostałych pracował bardzo dobrze i tylko pojedyncze słabe momenty zadecydowały o porażce na wodzie i w lesie.

Co można jeszcze powiedzieć o całych zawodach? Na pewno kolegom z Czech, organizatorom i sędziom można pogratulować wielkiej sprawności organizacyjnej i profesjonalizmu, który połączony z życzliwością wszystkich względem siebie zadecydował o doskonałej jakości całego przedsięwzięcia. W stawce zawodników połowę psów prowadziły kobiety z których jedna okazała się zwycięzcą całych zawodów, pogratulować i pozazdrościć. Ciekawe dla mnie osobiście było zobaczyć w pracy wszechstronnej różne rasy wyżłów, w tym takie które w Polsce zwykle siedzą na kanapie a na pewno rzadko widzi się je w polu. Jak zawsze na konkursach u naszych południowych sąsiadów podziwiać trzeba wielką pasję i zaangażowanie miłośników psów w realizacji zadań których się podejmują oraz ich stosunek do swoich pupili. Na koniec warto powiedzieć, że całość zaplecza mieściła się w pięknym, kamiennym i bardzo stylowym prawie stuletnim domu myśliwskim miejscowego koła łowieckiego które, jak dowiedziałem się od jednego z miejscowych myśliwych liczy sobie 24 członków i poluje, uwaga! na 300 ha łowiska. Na tym terenie koledzy z Czech pozyskują ponad 200 bażantów i 120-150 zajęcy i jak się chwalili w ub. sezonie na zające polował u nich nawet Prezydent Komorowski. Nie dziwmy się takim wynikom, dom myśliwski otoczony jest niewielką ale skutecznie pracującą bażantarnią a w przerwie między zbiórkami po placu odpraw wędrował dziki królik zupełnie nie bojący się ludzi dając świadectwo podejścia miejscowych myśliwych do swoich zadań.