W wietrzny, ale ciągle niespotykanie ciepły listopadowy dzień wybraliśmy się na bażanty. Marta znalazła w terenie na którym polujemy miejsce do konnej jazdy a my (tzn. Maciej, ja, Jaga oraz Flora) mieliśmy w planie oczywiście polowanie. Po drodze okazało się, że ośrodek jeździecki jest w niedzielę zamknięty (!?) tak, że zyskaliśmy fotografa i szansę na nową fotograficzną opowieść o naszych potyczkach z jesiennymi kogutami. Jak pokazują pierwsze zdjęcia załączonej galerii zaczęliśmy od nieudanej próby przechytrzenia kaczek na przydrożnym stawie a potem w związku ze specyfiką miejsca polowania rozdzieliliśmy się na dwa zespoły. Maciek z Martą i Jagą ruszyli na obrzeża pobliskich stawów a ja z Florą pojechałem dalej w głąb pól. Spotkaliśmy się po 2 godzinach polowania w umówionym miejscu. Zdarzenia tego czasu w zespole Maćka i jak zwykle z perspektywy Marty pokazują zdjęcia zamieszczonej galerii.



Dodaj komentarz