Zimowe koguty

Pamiątkowe zdjęcie na zakończenie pięknego polowania w gościnnym Jaworznie

Pamiątkowe zdjęcie na zakończenie pięknego polowania w gościnnym Jaworznie

Są takie zaproszenia które przyjmuje się z przyjemnością, a takim jest zawsze zaproszenie od kolegów z Górniczego Koła Łowieckiego w Jaworznie. Zaproszenie miałem od wielu tygodni ale różne życiowe okoliczności spowodowały, że ostatecznie wybrałem się do Jaworzna dopiero w mroźny, zimowy poranek pod koniec stycznia.  Górnicze Koło Łowieckie z Jaworzna jest jednym z tych kół, które ostatnio podjęły uchwałę o dopuszczeniu indywidualnego polowania na bażanty. Ważna to decyzja również z tego powodu, że koło to jest jednym z liderów na Śląsku a zapewne i w Polsce jeżeli chodzi o łowieckie gospodarowanie populacjami bażanta, kuropatwy i zająca. Dość powiedzieć, że w ostatnich latach pozyskanie bażantów w ich obwodzie kształtowało się pomiędzy 500 a 850 sztuk i to bażanta lęgowego!! Koledzy rozpoczęli ostrożne pozyskanie kuropatwy i planują też rozpoczęcie polowania na zające. Stan obu gatunków rośnie systematycznie i sam miałem okazję spotkać co najmniej 20 szaraków i piękne stadko kur w czasie wędrówek za bażantami. Takie efekty nie spadają oczywiście z nieba, wymagają wielkiej pracy i niemałych zapewne nakładów finansowych. Wielka to zasługa wszystkich myśliwych z Jaworzna ale głowa i motor tej pracy to zarząd koła z prezesem kolegą Szymonem Koziołem na czele. Wracając do samego polowania. Przyjechałem do Jaworzna zgodnie z ustaleniem przed 10.00 i po krótkich działaniach organizacyjnych – uzgodnienia z innymi kolegami, wpis do łowiska ruszyliśmy w teren. Polowaliśmy w znanym mi rejonie na obrzeżach miasta, teren jest trudny, mocno pofałdowany, porośnięty miejscami gęstymi zaroślami tarniny. Ziemię pokrywała cienka warstwa mocno zmrożonego śniegu, która zapadała się za każdym krokiem myśliwego czy psa nie stanowiąc jednocześnie żadnej trudności dla bażantów, swobodnie poruszających się po jego powierzchni. Zaczynaliśmy polować przy temperaturze minus 10 stopni a kiedy kończyliśmy  o 14.00 termometry wskazywały minus 2 stopnie. Polowaliśmy we trzech z Florą. Pierwsza godzina polowania to dopasowywanie się do warunków terenowych, Flora nauczona pracować szeroko na rozległych terenach nad Pszczynką początkowo miała problem z wpisaniem swojej aktywności w mniejszą przestrzeń nowego terenu. Po godzinie zaczęła chodzić krócej i wtedy zaczęło się piękne polowanie. Bażantów było mnóstwo. Nie liczyłem kur ale z pewnością spod suki podniosło się ich kilkadziesiąt! Ostatecznie strzeliłem 7 kogutów, w sumie w naszym zespole padło ich 9. Nie zgubiliśmy żadnego postrzałka. Z tego dnia z pewnością pamiętał będę wiele sytuacji ale tutaj chcę wspomnieć o dwóch. W pewnym momencie odszedłem może 200 metrów od kolegów prowadzony przez Florę i oczywiście wyciekające bażanty, gdy nagle od strony pozostawionych kolegów rozległo się kilka kolejno po sobie następujących strzałów których charakter nie wskazywał raczej, że oddano je do bażantów. Zaintrygowany wróciłem …. i cóż się okazało. Koledzy penetrowali gęste zakrzaczenia tarniny rosnące na obrzeżach głębokiego wyrobiska, kiedy nagle z zarośli wyskoczył duży lis. Obaj mieli w lufach cienki śrut ale odległość nie była duża i ostatecznie Szymon celnym strzałem położył szkodnika. Lis leżał na dnie głębokiego na może 10 metrów wyrobiska o stromych ścianach, po których nikt z nas nie byłby się w stanie wydostać bez pomocy rąk. Świetna okazja dla sprawdzenia ostatnio trenowanych umiejętności Flory. Puszczam sukę, która schodzi na dno wyrobiska i po chwili jest przy lisie. Podnosi rudzielca i rusza po skarpie do mnie. Lis to naprawdę duży, stary i wyrośnięty pies. Flora kładzie lisa na małej półce w połowie drogi i wychodzi na brzeg skarpy. Nakazuję jej powrót po lisa, rusza bez większego oparu podnosi go i spokojnie pokonuje ostatni etap wzniesienia, przychodzi do mnie i oddaje przepisowo aport. Dzielna suka!!, .. lis jest naprawdę ciężki. Myślę, że to zdarzenie jest ważnym momentem w jej wszechstronnej edukacji, gdzie zdobywanie nowych umiejętności wiąże się z często z przełamywaniem barier psychologicznych. Polujemy dalej. W pewnym momencie, na rozległym polu na które w końcu wyszliśmy z wcześniejszych nieużytków, na granicy fundamentu słupa wysokiego napięcia porośniętej wysokimi trawami Flora staje w pięknej stójce. Podchodzę. Zrywa się zaskakująco kolorowo wyglądający na białej płaszczyźnie śniegu kogut, pada strzał i po chwili Flora aportuje bażanta. Odbieram aport, suka wstaje i natychmiast robi stójkę dokładnie w tym samym miejscu co poprzednio. Podchodzę zdziwiony, czyżby pusta stójka? Nic podobnego, zrywa się dokładnie z tego samego miejsca kolejny kogut i po chwili podobnie jak poprzednik ląduje na moich trokach. Nieco dalej spod kolegi podrywa się duże stadko kuropatw. Wspaniały, bogaty w zwierzynę teren! Wracamy do samochodów, jeszcze pamiątkowe zdjęcia i do domu. Minęły 4 godziny od wyjścia w teren a tyle się zdarzyło!