Patron polskich myśliwych – dyskusja nabiera rumieńców

W majowym numerze BŁ pojawił się kolejny tekst w dyskusji na temat patronatu nad polskim łowiectwem. Tekst Michała Sokołowskiego jest, w moim pojęciu, ciekawy i ważny, ponieważ tezy w nim zawarte dają dobrą podstawę dla wyjaśnienia braci łowieckiej,  czym jest w istocie idea znalezienia patrona dla polskiego łowiectwa . Zacznijmy od podstawowych pojęć, bo tutaj, trzeba się zgodzić z autorem, panuje duże zamieszanie. Posłużmy się definicjami pojęcia patronat zawartymi w Słowniku Języka Polskiego oraz Słowniku Wyrazów Obcych Wydawnictwa Naukowego PWN S.A.

Słownik Języka Polskiego:

  1.       «zasłużona i zwykle nieżyjąca już osoba, której imię nadawane jest jakiejś instytucji lub jakiemuś miejscu»
  2.      «osoba święta lub bóstwo opiekuńcze, któremu oddano w opiekę jakiś kraj, obiekt, osobę lub grupę»
  3.       «święty, którego imię nadawane jest przy chrzcie»
  4.       «osoba lub instytucja opiekująca się kimś lub czymś»
  5.       «prawnik sprawujący bezpośrednią opiekę nad pracą aplikanta»
  6.       «w starożytnym Rzymie: patrycjusz sprawujący opiekę nad wyzwolonymi niewolnikami lub klientami»

Słownik Wyrazów Obcych:

  1.      osoba lub instytucja, które roztaczają nad kimś albo nad czymś opiekę, najczęściej opiekę polegającą na finansowaniu zamierzeń pewnej osoby lub pewnego przedsięwzięcia: Np. Patronem imprezy jest firma „Eltrax”, producent urządzeń elektronicznych.
  2.      osoba zmarła, darzona wielkim szacunkiem, której nazwisko jest nadawane szkole, jednostce wojskowej itd.: Np. Patronem naszej szkoły jest Stefan Żeromski.
  3.      w Kościele katolickim: święty obrany za opiekuna jakiejś osoby, grupy zawodowej, określonego terytorium lub obiektu; także: orędownik w szczególnych sprawach: Patron myśliwych, kierowców. Patron Europy. Patron Polski. Patron zakochanych.
  4.      w prawie starszy prawnik opiekujący się bezpośrednio aplikantem
  5.      w starożytnym Rzymie: arystokrata, który opiekował się wyzwolonymi przez siebie niewolnikami lub innymi osobami, potrzebującymi jego wsparcia i pomocy, łac. patronus od pater ‘ojciec’

 

Jak wynika z tego prostego zestawienia, sprawa już od strony definicji słowa wcale nie jest  prosta. Co więcej, nie wiem, czy wszyscy mają świadomość tego, że święty Hubert jest również patronem  jeźdźców, tokarzy, leśników i sportowców, matematyków i metalowców, strzelców, kuśnierzy, optyków i  rzeźników. Z całego tego zestawienia różnych definicji wyłania się dla mnie wyraźna dwutorowość znaczenia słowa patron.

Pierwszy z tych torów, w sposób nie budzący wątpliwości, wiąże się z kultem religijnym, z osobą świętą i mistycznym, nadprzyrodzonym wymiarem patronatu. Ten wątek podnosi w swoim artykule Michał Sokołowski i trzeba się z nim zgodzić.

Drugi z torów, który jest podstawą mojego myślenia o potrzebie wykreowania patrona polskich myśliwych, to konieczność sprowadzenia owego patronatu do praktycznego wymiaru symboliki łowieckiej. Nie ma w tym żadnej sprzeczności, a powiem nawet, że widzę pełną symbiozę tych dwóch torów myślenia. Święty Hubert jako patron europejskich i polskich myśliwych jest wspaniałym symbolem pradawności łowiectwa i dowodem na to, iż łowiectwo jest elementem ludzkiej kultury kształtowanej przez tysiąclecia. To trzeba kultywować i wspierać. Idąc natomiast drugim torem myślenia, powinniśmy poszukać osoby z krwi i kości, której dokonania pokażą, że łowiectwo to współczesność, to realne zadania, realna praca, realna odpowiedzialność za wielką część majątku wspólnego dla wszystkich ludzi. Ten wymiar łowiectwa musi być pokazywany przede wszystkim dlatego, ponieważ uparte trwanie przy jedynie mistycznej symbolice skazuje nas na izolację, niezrozumienie i w ostatecznym efekcie na porażkę.

Na koniec dwa słowa o postaciach, które stanęły do tej pory w szrankach o tytuł patrona współczesnego polskiego łowiectwa, a mianowicie o Janie Zamoyskim i Włodzimierzu Korsaku. Michał Sokołowski w swoim artykule odmówił zasług dla łowiectwa pierwszej z tych postaci, porównując ją z twórcami podstaw rozwoju ekonomicznego Rzeczpospolitej, czyli ze Stanisławem Staszicem i Franciszkiem Druckim-Lubeckim. W mojej optyce Jan Zamoyski to wizjoner, który przerastał swoją epokę, m.in. w tym, że dostrzegł już w owym czasie (pamiętajmy, że to był XVI wiek) wartość przyrody Roztocza i potrafił skutecznie zabezpieczyć jej trwanie do dziś. Zwierzyniecki Park Narodowy chyba bez przesady można nazwać dzieckiem jego sposobu myślenia. Dla mnie myśliwi powinni  być tymi, którzy widząc piękno świata przyrody, potrafią pomóc zachować je dla przyszłych pokoleń w całej jego różnorodności. Ze względu na szczupłość miejsca, które mam do dyspozycji, powiem jedynie krótko, że Włodzimierza Korska uważam za postać co najmniej równie godną stanięcia w szranki o zaszczytny tytuł patrona polskich myśliwych, co Jana Zamoyskiego.  Dla mnie osobiście postać Włodzimierza Korska symbolizuje wielką wiedzę, miłość do natury i ciągłość myślenia o łowiectwie trwającą przez różne systemy i epoki, co także jest wielką wartością i wspaniałą cechą polskiego modelu łowiectwa.