Kresowe kaczki

Planowaliśmy z Jankiem, od wielu już tygodni, kilkudniowy wypad na kaczki na Zamojszczyznę. Choć pierwotne ustalenia „wzięły w łeb”, to jednak ostatecznie w sobotę o 4.30 stawiliśmy się na zbiórce na rozległych stawach dzierżawionych przez KŁ „Głuszec” z Biłgoraja. Po wcześniejszych opadach pogoda zapowiadała się optymalnie a po wejściu na teren gospodarstwa rybackiego słychać było, że życie na stawach aż kipi. Czekaliśmy na piękne polowanie. Takie też było w istocie. Stanęliśmy niedaleko od siebie a wraz z pierwszym brzaskiem zaczął się ruch w powietrzu. Kaczek było bardzo dużo ale nadlatywały z różnych kierunków i na różnej wysokości nie ułatwiając nam zadania. Ponieważ Flora mocno rozcięła sobie opuszkę w czasie polowania w Oświęcimiu, wziąłem tym razem Jagę oraz Bubę. Obie, doświadczone suki nie potrzebowały poleceń aby sprawnie wykonywać swoją pracę. O 7.00 zakończyliśmy i zgodnie z wcześniejszym ustaleniem wróciliśmy na miejsce zbiórki a potem przejechaliśmy na spotkanie z pozostałą częścią myśliwych polujących na innym kompleksie stawów. Pokot, ogłoszenie królów polowania (zostałem wicekrólem) i posiłek w miłym gronie i we wspaniałej scenerii, co dokumentuje załączona galeria, zakończyły polowanie. Mieliśmy jeszcze zaproszenie na polowanie wieczorne i następny ranek ale gnani ciekawością, jak również miłym zaproszeniem, ruszyliśmy na inny teren. Przejeżdżaliśmy przez naprawdę piękne okolice jakby stworzone dla polowania z wyżłem. Trochę zazdrościłem kolegom takiego terenu, niestety nie tak obecnie zasobnego w zwierzynę jak to było jeszcze kilka lat temu, nie mówiąc już o czasach wcześniejszych. Wieczorne polowanie na pięknych i rozległych stawach nieco nas rozczarowało – stan kaczek był naprawdę mizerny a miny na zrzedły dopiero kiedy otrzymaliśmy wiadomość, że kolegom z Biłgoraja zabrakło amunicji w czasie wieczornego i porannego polowania na opuszczonych przez nas stawach. Cóż, taka dola myśliwego ale w sumie nie żałuję ponieważ dane nam było zobaczyć piękne miejsca i spotkać prawdziwych pasjonatów polowania  z psem. Następny dzień i znowu wyjazd na kaczki, tym razem do KŁ „Darz Bór” ze Świerczowa. Teren, znany mi z poprzednich lat, to piękne śródleśne stawy na terenie nadleśnictwa Kolbuszowa. Sympatyczne, jak zawsze w tym kole, polowanie choć kaczek nie było zbyt dużo z powodu świeżo przeprowadzonego czyszczenia stawów. Zapamiętam z pewnością  ten piękny, upalny dzień i bardzo dobrą pracę zmęczonych już kilkudniowym polowaniem psów. Zęba pokazał szczególnie niezmordowany Figaro który, pomimo kontuzji stopy z poprzednich polowań, pięknie dochodził postrzałki w naprawdę trudnych warunkach. W południe, po zakończonym już polowaniu odwiedziliśmy piękny dom myśliwski kolegów z KŁ „Darz Bór”. Obiekt pięknie położony i utrzymany a przede wszystkim widać, że systematycznie wykorzystywany i integrujący małą społeczność koła. Pozazdrościć. Wracałem do swojego świata planując, w czasie dosyć uciążliwej podróży, powrót na gościnną Zamojszczyznę i Podkarpacie. Jeszcze sezon na kaczki przecież się nie zakończył, nie mówiąc już o dojrzewających planach polowania na bażanty. Należy pomodlić się tylko o dokończenie autostrady A4, bo przecież tylko modlitwa nam pozostała.

Przy okazji wpadł mi w ręce 33 już numer!!! kwartalnika zamojskich myśliwych. Myśliwiec Kresowy wydawany jest już od 13 lat pokazując praktycznie podejście kolegów z Zamojszczyzny do tradycji i współczesności polskiego łowiectwa. Pogratulować.