„Polowanie psuje wyżła przygotowanego do konkursu” – takie lub podobnie formułowane opinie słyszałem niejednokrotnie w środowisku i zawsze mocno mnie to oburzało ale … czy aby nie ma w tym źdźbła prawdy? Żeby możliwie dobrze odpowiedzieć trzeba zadać dwa dodatkowe pytania – jakie polowanie?, – i do jakiego konkursu?
Jakie polowanie? Przywołam kilka obrazów które utkwiły mi w pamięci. Obrazek pierwszy. Polowanie zbiorowe na bażanty na którym jestem gościem. Polujemy w urozmaiconym terenie – remizy, trzcinowiska, nieużytki. Prowadzący postanawia przepędzić rzadką drągowinę porośniętą na dnie maliną i trawami. Rozstawiamy się co 30 – 40 m i ruszamy. Idę z Florą która ładnie pracuje przede mną i w pewnym momencie zamiera w stójce przed kępami malin. Podchodzę wolno, suka zaczyna powoli ściągać. Idę za nią krok w krok. W pewnym momencie mój sąsiad z lewej z okrzykiem kogut!, kogut! dobiega do nas, wyskakuje przede mnie i przed psa i strzela na ziemi wybiegającego, i jak się okazało postrzelonego w poprzednim miocie koguta. Troczy ptaka do paska i spokojnie wraca na swoje stanowisko. I mnie i Florę zatkało ale co było robić. Nie muszę dodawać, że nie wybieram się już w tamte strony na koguty. Obrazek drugi. Polujemy na bażanty w innym terenie. Długi pas nieużytków poprzecinanych rowami. Idziemy ławą. Psów sporo, wszystkie pracują nie bacząc na swojego właściciela – czyli wszędzie, gdzie tylko uznają za właściwe. Bażantów sporo, rwą się w różnych miejscach, padają liczne strzały, o żadnych stójkach mowy nie ma, liczy się czas i wynik. Generalnie chaos. Obrazek trzeci – polujemy na kuropatwy. Prowadzący ustawia nas w ławę i zapowiada, że psy nie mogą chodzić szerzej niż 20 m bo inaczej będą płoszyły kury i trzeba je będzie wziąć na otok!! To obrazy wybrane ze współczesności łowieckiej. Obraz czwarty – jako nastolatek towarzyszę Ojcu, w jednym z wielu w owym czasie, polowań na kuropatwy. Rano zbiórka. Wszyscy myśliwi z psami. Prowadzący omawia polowanie i przydziela rejony indywidualnie dla każdego myśliwego lub pary myśliwych w zależności od warunków terenowych. Ruszamy w teren i po 4 godzinach spotykamy się przy pokocie. W pamięci pozostały wspaniałe obrazy wrześniowych pól, piękna praca wyżła, trud tego dnia.
Jaki konkurs? Obrazek pierwszy. Rzecz dzieje się w Czechach. Jestem z Florą, przed nami zadanie oceny pracy psa w polu, przy zwierzynie i stójki. Pada deszcz, rozległe buraczysko. Flora, doświadczona, opolowana suka spokojnie okłada pole i po krótkiej chwili zamiera w stójce. Podchodzę. Suka dociąga do bażanta którego widzę przed psem. Ciągnie za sobą długi, biały sznurek. Sędzia mówi – jeżeli pies złapie koguta – 3, jeżeli nie – 4!! Złapała, nawet nie próbował uciekać! Obrazek drugi. Też Czechy. Obserwuję pracę psa którego prowadzi znany czeski mener. Pies okłada pole i przy rowie staje w stójce. Przewodnik podchodzi bliżej, kogut zrywa się a pies w panice odskakuje do tyłu. Obrazek trzeci. Konkurs w Niemczech, praca w wodzie za żywą kaczką. Zadanie psa – wyszukać w szuwarze żywą kaczkę, wypłoszyć ją na otwartą wodę i po strzale zaaportować. Przychodzimy nad staw którego lustro wody ma około 2 ha i otoczone jest różnej szerokości pasem szuwarów. Sędzia wypuszcza kaczkę z obwiązanym skrzydłem w miejscu w którym pracowało już kilka psów. Kaczka wypływa kilkanaście metrów od brzegu i chowa się w kępie trzcin. Po chwili przepływa do kolejnej kępy a potem szerokim łukiem odpływa w prawo i znika z pola widzenia. Na rozkaz sędziego puszczam sukę. Flora wypływa za tropem na staw, dopływa do szuwaru, gubi trop (plątanina wcześniejszych tropów w tym miejscu), wraca. Rusza brzegiem wzdłuż szuwaru, po chwili wystawia kaczkę która rusza na staw. Flora przepływa na drugą stronę (około 50 m), buszuje w szuwarze gdzie wpłynęła kaczka. Wyciska na otwarte lustro wody „swoją” i jeszcze inną kaczkę. Strzał. Aport. Konkurencja zaliczona.
Czy polowanie psuje wyżła przygotowanego do konkursu? Tak, jeżeli polujemy jak dzikusy, nie rozumiemy na czym polega praca psa a jedyną miarą łowieckiego sukcesu jest wynik. Również tak, jeżeli konkursy przygotowane są dla psów nie polujących i przygotowywanych specjalnie do sztucznych warunków konkursu a sztuczność ta przekroczy miarę, którą jest ocena psa przygotowywanego do polowania. Nie, jeżeli wiemy na czym polega praca wyżła, czego można od psa oczekiwać ale też co pies potrzebuje aby mógł dobrze wypełnić swoje zadanie. Również nie, jeżeli regulaminy budowane będę pod myśliwych i pod psy polujące a nie dla wygody organizatora i pod maksymalną ilość „przerobionych” psów.
Czy polowanie psuje wyżła przygotowanego do konkursu?
– 25 listopad 2013Kategorie: Konkursy, Kynologia, Kynologia - przemyślenia, Łowiectwo, Łowiectwo - przemyślenia, Polecane


Pana wspomnienia z przeszłości przedstawiające myśliwych z psami w stosunku 1 do 1 dotyczą chyba myśliwych , którzy postanowili przedłużyć konkurs . Rzeczywistość jest wręcz odmienna. Stosunek 3 do 1 jest sporadyczna więc praca psa tylko dla właściciela byłaby nie na miejscu, chociaż znam taki przypadek. Z tego też powodu mój pies obsługuje wszystkich myśliwych a często pracuje na kilka strzelb więc musi biegać szeroko . Jeżeli pies ma twardą stójkę to rzadko się zdarza skok na zdrowego bażanta . Odskok psa od podrywającego bażanta może być wynikiem szkolenia z teletaktem. Dla mnie priorytetem jest pozyskanie wszystkich strzelonych bażantów. Pozwalam swojemu psu na start za strzelonym bażantem podając jednocześnie komendę jeżeli widzę jego daleki lot a teren jest bardzo trudny. Niestety takie sytuacje psują psa ale po to są właśnie konkursy. Po sezonie polowań przychodzi okres konkursów do których trzeba psa przygotować i skorygować jego pracę. Pies z doświadczenie jak człowiek , odróżnia po strzale trafionego od nie trafionego a nawet kurę od koguta.
Uważam , że dobry pies użytkowy to pies szkolony do konkursów a bardzo dobry pies konkursowy to pies opolowany. Jest to nierozerwalne jeśli chcemy mieć na prawdę dobrego psa użytkowego.
Szanowny Kolego,
wspominając czasy gdzie polował 1 pies z 1 myśliwym wspominałem czasy polowań na kuropatwy – lata 70-te (!!). W owych czasach po prostu większość myśliwych polujących na kuropatwy miała swoje psy a nie „żerowała” na pracy i wydatkach kolegów. Teraz rzeczywistość jest oczywiście odmienna i z tym musze się zgodzić. Z ostatnim stwierdzeniem zgadzam się w zupełności, jest tylko jedna sprawa – konkursy muszą być tak prowadzone żeby można było oceniać rzeczywistą wartość psa a nie tylko jego zachowanie w przypadkowych sytuacjach. Pozdrawiam i zapraszam na stronę.
Dziękuję za akceptację . Korzystam od dłuższego czasu z pana portalu z którego można się wiele dowiedzieć . Co najważniejsze bez stresu. Lata 70-te były zasobne w zwierzynę łowną . Na pewno było mniej myśliwych więc ten stosunek ( człowiek – pies ) wyglądał inaczej. Ja chętnie służę pomocą w łowisku , korzyści są obustronne , pies zdobywa doświadczenie, ja mam satysfakcję , poza tym w chwili obecnej na bażanty polujemy wyłącznie zbiorowo. Koszty utrzymania wyżła są olbrzymie więc nie każdego stać na jego posiadanie. Pies użytkowy wymaga nie tylko poświęcenia , czasu ale przede wszystkim, kosztownej diety . Odnośnie konkursów to myślę, że się rozumiemy. Znane są mi konkursy zarówno FT jak i wielostronne czy wszechstronne dla wyżłów , konkursy tropowców i dzikarzy z areny krajowej. Moim skromnym zdaniem, wymagania wchodzące w skład konkursu wszechstronnego w zupełności wystarczą na zrobienie psa w pełni użytkowego. Odnośnie samej oceny to jedynie duże pole daje sędziemu duże możliwości co do oceny , sporadycznie subiektywnej.