Urzędnicze „zarządzanie” zwierzyną łowną – pod rozwagę „reformatorom” polskiego łowiectwa

W ostatnich tygodniach, na naszych oczach rozgrywa się przedstawienie pod tytułem „Zarządzanie łowiectwem przez wysokiej rangi urzędników państwowych”. Warto się temu przedstawieniu uważnie przyjrzeć, ponieważ bardzo dobrze pokazuje ono przyszły scenariusz innego przedstawienia, promowanego przez „reformatorów” polskiego łowiectwa. Robocza nazwa scenariusza tego przyszłego przedstawienia brzmi – „Polskie łowiectwo w rękach urzędników”.

Uczestnikami pierwszego z tych przedstawień, rozgrywającego się na naszych oczach są: 1. rola główna – podsekretarz stanu w Ministerstwie Środowiska oraz Główny Konserwator Przyrody (!!!!!), 2. rola drugoplanowa – Generalny Dyrektor Lasów Państwowych, 3. epizod – Zarząd Główny PZŁ reprezentowany przez Łowczego Krajowego.

Scenariusz: 1. Tło prawneRozporządzenie Ministra Środowiska z 2007 r. (ostatnia nowelizacja 15.02.2013), 2. Początek akcjipismo podsekretarza stanu w Ministerstwie Środowiska Pana Janusza Zaleskiego kierowane do Generalnego Dyrektora Lasów Państwowych oraz Przewodniczącego ZG PZŁ nakazujące zwiększyć na terenie całego kraju plany odstrzału zwierzyny płowej o co najmniej 20% oraz dzików o co najmniej 30%, 3. Akcjapismo Dyrektora Generalnego Lasów Państwowych do Dyrektorów Regionalnych LP nakazujące realizację polecenia Ministra Zaleskiego, szczególnie rygorystycznie we wschodnich regionach kraju oraz pismo Łowczego Krajowego do Łowczych Okręgowych PZŁ nakazujące działać zgodnie z obowiązującym prawem i rozsądkiem i dodatkowo Stanowisko ZG PZŁ w sprawie pisma Ministra Zaleskiego sprzeciwiające się działaniu Ministra Zaleskiego, jako niezgodnemu z prawem oraz nie mającemu podstaw merytorycznych.

Ufff – dużo tego ale w skrócie powiem o co chodzi. Otóż Pan Minister Zaleski, nie bacząc na obowiązujące go prawo (patrz Rozporządzenie Ministra Środowiska), a wręcz wbrew temu prawu, zarządza redukcję zwierzyny w polskich lasach. Dlaczego? Ponieważ uznał, że szkody czynione przez zwierzynę w lasach i na polach są zbyt wielkie, zagrożenie afrykańskim pomorem świń jest zbyt wielkie a może dlatego, że po prostu miał zły humor ponieważ nie był uprzejmy wskazać na jakiej podstawie, tak uważa, jak uważa. Mało tego, że łamie prawo stanowione przez swojego szefa czyli Ministra Środowiska, to jeszcze nakazuje realizować zwiększony odstrzał dzików a nawet być może ich depopulację (po polsku oznacza to wybicie dzików na danym terenie do nogi!!) wbrew zaleceniom Głównego Lekarza Weterynarii nakazującego ograniczenie presji łowieckiej na populację dzika w terenie zagrożonym pomorem. Jako obywatel i  jako myśliwy pytam bardzo uprzejmie – czy ktoś oszalał!!?? Czy w imię własnego, pokracznie rozumianego interesu Pan Minister tworzy, kosztem wielkich populacji zwierząt łownych, tzw. „dupo-chron” (przepraszam ale to dla jednoznaczności i wyrazistości przekazu) w razie zarzutu, że nie działa w sytuacji kiedy coś powinien zrobić? Czy rolą Głównego Konserwatora Przyrody i podsekretarza w Ministerstwie Środowiska nie jest przypadkiem działanie oparte o wiedzę, działanie poparte konsultacjami wśród wielu podmiotów realizujących ekologiczną politykę Państwa, w tym PZŁ, działanie oparte o szerokie rozpoznanie materii w której podejmuje się tak drastyczne decyzje. Czy wreszcie,  ustanowione już prawo nie jest dla urzędnika państwowego absolutnym kanonem działania?

Jestem bardzo ciekawy jak się rozwinie ta sprawa ale podjąłem ten temat z innego powodu. Tym powodem jest ewentualne, postulowane przez niektóre środowiska zarządzanie polskim łowiectwem przez urzędników i odebranie tego prawa strukturom i kołom PZŁ. Powszechnie stosowana argumentacja tych reformatorów polega na odmawianiu kompetencji myśliwym w sprawnym zarządzaniem łowiectwem, zarządzaniem które musi być oparte o wiedzę, której się środowiskom myśliwych odmawia. Jak bardzo bałamutna jest to argumentacja dobitnie pokazuje sposób działania Ministerstwa Środowiska, które jest przecież najważniejszym polskim urzędem realizującym ekologiczną i łowiecką politykę Państwa Polskiego. Po prostu strach pomyśleć co by się stało gdyby decyzje dotyczące gospodarki łowieckiej przekazano w ręce urzędów różnego szczebla i pozostawiono im swobodę działania w tym zakresie.

P.S. Dwie wiadomości „z ostatniej chwili”, obie dobre; wiadomość numer 1 – podobno Minister Zaleski został zawieszony w swoich obowiązkach i wiadomość numer 2 – jakoś nie słychać komentarzy naszych przyjaciół ekologów w tej sprawie. Nie wiedzą, czy co?