Odwieczne tematy – po co jest łowiectwo?, dlaczego polujemy?

Byłem ostatnio na miłym spotkaniu w gronie znakomitych myśliwych i ciekawych ludzi. Spotkanie miało wiele różnych wymiarów ale jednym z nich była dyskusja o współczesnym pojmowaniu łowiectwa. Sprawa nie daje mi spokoju, bo przecież w toczących się ciągłych dyskusjach z napierającą falą różnych niby-ekologów czy wręcz eko-terrorystów, dobre zrozumienie własnej pozycji i dobre przygotowanie się do odpowiedzi na argumenty „przeciwnika”,  nawet te najgłupsze,  jest rzeczą fundamentalną. Trzeba też powiedzieć, że ważne jest zrozumienie własnej postawy, własnej pasji i wreszcie własnego udziału w łowiectwie. Jak mądrze i prawdziwie odpowiedzieć na najprostsze a zarazem najtrudniejsze pytania- po co poluję?, po co łowiectwo w dzisiejszym świecie?

W trakcie ciągnącej się w nieskończoność (na dzisiaj 215 komentarzy) jednej z dyskusji na tej stronie, dyskusji którą sprowokował artykuł o Konkursach Norowania, posłużyłem się parę razy definicją łowiectwa z podręcznika „Łowiectwo” – autorów Henryk Okarma, Andrzej Tomek (Okarma H., Tomek A. 2008, Łowiectwo. Wydawnictwo Edukacyjno-Naukowe H2O, Kraków: 1-503). Autorzy zdefiniowali cele łowiectwa w następujący sposób:

1. Zachowanie wszystkich rodzimych gatunków zwierząt

2. Utrzymanie i zagospodarowanie biotopów umożliwiających egzystencję dzikim zwierzętom

3. Zachowanie właściwej jakości osobniczej i dobrej zdrowotności osobników

4. Ograniczenie szkód oraz zharmonizowanie egzystencji zwierząt z zadaniami rolnictwa, leśnictwa i rybactwa

5. Łagodzenie konfliktów między ludźmi i dzikimi zwierzętami

6. Wykorzystanie twórczych sił przyrody poprzez użytkowanie populacji zwierzęcych

7. Wzbogacenie możliwości konsumpcji poprzez dostarczenie dziczyzny

8. Zaspokojenie myśliwym potrzeb kontaktów z przyrodą

Z pewnością wykaz zadań łowiectwa, tak przedstawiony, jest kompletny i trudny do podważenia ale czy nadaje się do prostego przekazu dla nie rozumiejącego  otaczającego nas świata rozmówcy, a z takim mamy do czynienia w codziennych dyskusjach? Czy taki opis pozwala budować legitymację dla własnego udziału w łowiectwie? Przed 3 już laty napisałem kilka krótkich tekstów, z których jeden – „Dziedzictwo”, był wprost ówczesną próbą zmierzenia się z dzisiejszym tematem. Nadal, pod wszystkim co tam napisałem mogę się podpisać, ale dzisiaj, napisałbym nieco inaczej.

Są dwie różne płaszczyzny na których trzeba o łowiectwie pisać – pierwsza z nich, to rola łowiectwa jako zadania ludzkich wspólnot, zadania realizowanego od początku istnienia Homo Sapiens, – druga to indywidualne rozliczenie się każdego z nas z powodu dla którego w łowiectwie jesteśmy i w jaki sposób w nim jesteśmy. Patrząc na cytowaną wyżej definicję zadań łowiectwa bez trudu zobaczymy to, co dla mnie, w syntetycznej formie, jest niczym innym jak budowaniem relacji człowieka ze światem dzikich zwierząt i światem przyrody szerzej. Takie widzenie roli łowiectwa pozwala bardzo dobrze odnieść się do zarzutów jakoby we współczesnym świecie łowiectwo straciło rację bytu i stało się jedynie uciążliwą intelektualnie i praktycznie, dla wielu, schedą przeszłości. Na początku istnienia ludzi jako gatunku a więc co najmniej 1 milion lat temu, i jeszcze przez setki tysięcy lat,  podstawowym zadaniem było przeżycie w świecie nie zawsze zasobnym w pokarm, w świecie w którym zwierzęta często były silniejsze, bardziej drapieżne i bezwzględne od ludzi. W takiej rzeczywistości sprawny łowca w gromadzie ludzkiej był dla niej warunkiem egzystencji. Początek rolnictwa to czasy neolitu a więc dopiero między 10 000 lat p.n.e. a 3000 lat p.n.e., pierwsze miasta to czasy jeszcze późniejsze a i ilość ich mieszkańców to jedynie niewielka część całej ludności, rewolucja przemysłowa to przełom XVIII i XIX stulecia. Zmieniały się, w związku z rozwojem potencjału ludzi, warunki i zasady budowania relacji ze światem zwierząt – od pierwszej walki o przeżycie i pokarm, poprzez ochronę upraw i zasiewów do czasów współczesnych, gdzie łowiectwo staje się jednym z najważniejszych elementów praktycznej ochrony świata zwierząt przed ludzką ekspansją oraz budowania harmonijnego współżycia tych dwóch światów. Zadania łowiectwa w zakresie dostarczania pożywienia, zaspokojenia potrzeby kontaktu z naturą itp. są jedynie elementem towarzyszącym podstawowemu nurtowi wysiłku.

W codziennych dyskusjach z ludźmi, którzy patrzą na otaczający ich świat jedynie z perspektywy własnego interesu i zadań, takie szerokie pokazywanie łowiectwa nigdy nie będzie zrozumiałe i w związku z tym nie może być podstawą naszego, środowiskowego przekazu. To co budzi największe emocje, i co jest ciągłym źródłem informacji służących atakowaniu łowiectwa, to nasz indywidualny sposób uprawiania łowiectwa, nasze zachowanie w stosunku do zwierząt i przyrody szerzej, nasze postawy życiowe i wszystko to buduje nasz wizerunek w społecznym odbiorze. Jak to więc jest z naszym indywidualnym rozumieniem i uprawianiem łowiectwa? Najlepsze porównanie jakie mi się nasuwa to porównanie z udziałem w wojnie – ano właśnie, w wojnie! Żołnierz co prawda zwykle nie ma wyboru i musi w wojnie brać udział, czy mu się to podoba czy nie, ale na tym różnice się kończą. Wojaczkę można uprawiać niechętnie i pod przymusem (to raczej nie myśliwi, choć czasem też takie postawy się widuje), można uprawiać ją jako zabawę czy rozrywkę, można uprawiać ją z pasją ale w zgodzie z regułami gry, można naginać lub przekraczać zasady, można wreszcie stać się przestępcą, ujawniając skłonności wręcz sadystyczne czy psychopatyczne. Tak jest w każdej wspólnocie ludzkiej, bo tacy są po prostu ludzie – im trudniejsze zadanie, tym łatwiej o ujawnienie prawdziwych cech natury. Setki tysięcy lat historii ukształtowały u części z nas cechy drapieżcy czy jak kto woli myśliwego, z części uczyniły rolników, a z części mieszczuchów. Siłą ludzkich zbiorowości jest to, że w każdej z nich są ludzie mający predyspozycje do różnych zadań i to pozwala wspólnocie realizować skutecznie wszystko to co jej jest potrzebne. Wróćmy do naszych indywidualnych rozliczeń – po pierwsze chcemy polować, mamy w sobie pasję do zmierzenia się z tym zadaniem – i nie wstydźmy się tego. To jest ludzkie, to jest część naszego dziedzictwa i co więcej, jest to nasza wartość którą możemy zaofiarować wspólnocie wśród której żyjemy. Z czego musimy umieć się rozliczyć? Z tego jak uprawiamy łowiectwo. Czy swój cel i pasję upatrujemy w wyniku, w ilości upolowanych zwierząt, czy raczej bierzemy udział w wielkim spektaklu jakim jest świat przyrody, polujemy czysto, nie faulujemy. Czy uczymy się łowiectwa korzystając z wielowiekowej tradycji polowania z wabikiem, sokołem czy psem – czy też, wykorzystując dostępne, nowoczesne narzędzia zabijania siedzimy na ambonie, na nęciskach i stawiamy się w roli łatwych egzekutorów robiąc z łowiectwa pożałowania godną zabawę. Czy jesteśmy zwykłymi żołdakami czy raczej oficerami zadania. To wszystko określa nasze miejsce w łowiectwie, określa też czy możemy stanowić o dobrym czy raczej o powszechnie funkcjonującym wizerunku myśliwego.

Chciałem krótko, ale jak widać nie dałem rady – myślę, że materia jest na tyle złożona, że skrótowy przekaz musi zabrzmieć fałszywie. Na koniec, zgodnie z anglosaską maksymą „take message at home”  spróbuję jednak hasłowo opisać łowiectwo i myśliwych – niech zabrzmi to tak:

„Łowiectwo jest ważnym elementem, tysiące lat trwającego, budowania relacji człowieka ze światem dzikiej natury. Myśliwy jest tego budowania realizatorem”