Byłem ostatnio na miłym spotkaniu w gronie znakomitych myśliwych i ciekawych ludzi. Spotkanie miało wiele różnych wymiarów ale jednym z nich była dyskusja o współczesnym pojmowaniu łowiectwa. Sprawa nie daje mi spokoju, bo przecież w toczących się ciągłych dyskusjach z napierającą falą różnych niby-ekologów czy wręcz eko-terrorystów, dobre zrozumienie własnej pozycji i dobre przygotowanie się do odpowiedzi na argumenty „przeciwnika”, nawet te najgłupsze, jest rzeczą fundamentalną. Trzeba też powiedzieć, że ważne jest zrozumienie własnej postawy, własnej pasji i wreszcie własnego udziału w łowiectwie. Jak mądrze i prawdziwie odpowiedzieć na najprostsze a zarazem najtrudniejsze pytania- po co poluję?, po co łowiectwo w dzisiejszym świecie?
W trakcie ciągnącej się w nieskończoność (na dzisiaj 215 komentarzy) jednej z dyskusji na tej stronie, dyskusji którą sprowokował artykuł o Konkursach Norowania, posłużyłem się parę razy definicją łowiectwa z podręcznika „Łowiectwo” – autorów Henryk Okarma, Andrzej Tomek (Okarma H., Tomek A. 2008, Łowiectwo. Wydawnictwo Edukacyjno-Naukowe H2O, Kraków: 1-503). Autorzy zdefiniowali cele łowiectwa w następujący sposób:
1. Zachowanie wszystkich rodzimych gatunków zwierząt
2. Utrzymanie i zagospodarowanie biotopów umożliwiających egzystencję dzikim zwierzętom
3. Zachowanie właściwej jakości osobniczej i dobrej zdrowotności osobników
4. Ograniczenie szkód oraz zharmonizowanie egzystencji zwierząt z zadaniami rolnictwa, leśnictwa i rybactwa
5. Łagodzenie konfliktów między ludźmi i dzikimi zwierzętami
6. Wykorzystanie twórczych sił przyrody poprzez użytkowanie populacji zwierzęcych
7. Wzbogacenie możliwości konsumpcji poprzez dostarczenie dziczyzny
8. Zaspokojenie myśliwym potrzeb kontaktów z przyrodą
Z pewnością wykaz zadań łowiectwa, tak przedstawiony, jest kompletny i trudny do podważenia ale czy nadaje się do prostego przekazu dla nie rozumiejącego otaczającego nas świata rozmówcy, a z takim mamy do czynienia w codziennych dyskusjach? Czy taki opis pozwala budować legitymację dla własnego udziału w łowiectwie? Przed 3 już laty napisałem kilka krótkich tekstów, z których jeden – „Dziedzictwo”, był wprost ówczesną próbą zmierzenia się z dzisiejszym tematem. Nadal, pod wszystkim co tam napisałem mogę się podpisać, ale dzisiaj, napisałbym nieco inaczej.
Są dwie różne płaszczyzny na których trzeba o łowiectwie pisać – pierwsza z nich, to rola łowiectwa jako zadania ludzkich wspólnot, zadania realizowanego od początku istnienia Homo Sapiens, – druga to indywidualne rozliczenie się każdego z nas z powodu dla którego w łowiectwie jesteśmy i w jaki sposób w nim jesteśmy. Patrząc na cytowaną wyżej definicję zadań łowiectwa bez trudu zobaczymy to, co dla mnie, w syntetycznej formie, jest niczym innym jak budowaniem relacji człowieka ze światem dzikich zwierząt i światem przyrody szerzej. Takie widzenie roli łowiectwa pozwala bardzo dobrze odnieść się do zarzutów jakoby we współczesnym świecie łowiectwo straciło rację bytu i stało się jedynie uciążliwą intelektualnie i praktycznie, dla wielu, schedą przeszłości. Na początku istnienia ludzi jako gatunku a więc co najmniej 1 milion lat temu, i jeszcze przez setki tysięcy lat, podstawowym zadaniem było przeżycie w świecie nie zawsze zasobnym w pokarm, w świecie w którym zwierzęta często były silniejsze, bardziej drapieżne i bezwzględne od ludzi. W takiej rzeczywistości sprawny łowca w gromadzie ludzkiej był dla niej warunkiem egzystencji. Początek rolnictwa to czasy neolitu a więc dopiero między 10 000 lat p.n.e. a 3000 lat p.n.e., pierwsze miasta to czasy jeszcze późniejsze a i ilość ich mieszkańców to jedynie niewielka część całej ludności, rewolucja przemysłowa to przełom XVIII i XIX stulecia. Zmieniały się, w związku z rozwojem potencjału ludzi, warunki i zasady budowania relacji ze światem zwierząt – od pierwszej walki o przeżycie i pokarm, poprzez ochronę upraw i zasiewów do czasów współczesnych, gdzie łowiectwo staje się jednym z najważniejszych elementów praktycznej ochrony świata zwierząt przed ludzką ekspansją oraz budowania harmonijnego współżycia tych dwóch światów. Zadania łowiectwa w zakresie dostarczania pożywienia, zaspokojenia potrzeby kontaktu z naturą itp. są jedynie elementem towarzyszącym podstawowemu nurtowi wysiłku.
W codziennych dyskusjach z ludźmi, którzy patrzą na otaczający ich świat jedynie z perspektywy własnego interesu i zadań, takie szerokie pokazywanie łowiectwa nigdy nie będzie zrozumiałe i w związku z tym nie może być podstawą naszego, środowiskowego przekazu. To co budzi największe emocje, i co jest ciągłym źródłem informacji służących atakowaniu łowiectwa, to nasz indywidualny sposób uprawiania łowiectwa, nasze zachowanie w stosunku do zwierząt i przyrody szerzej, nasze postawy życiowe i wszystko to buduje nasz wizerunek w społecznym odbiorze. Jak to więc jest z naszym indywidualnym rozumieniem i uprawianiem łowiectwa? Najlepsze porównanie jakie mi się nasuwa to porównanie z udziałem w wojnie – ano właśnie, w wojnie! Żołnierz co prawda zwykle nie ma wyboru i musi w wojnie brać udział, czy mu się to podoba czy nie, ale na tym różnice się kończą. Wojaczkę można uprawiać niechętnie i pod przymusem (to raczej nie myśliwi, choć czasem też takie postawy się widuje), można uprawiać ją jako zabawę czy rozrywkę, można uprawiać ją z pasją ale w zgodzie z regułami gry, można naginać lub przekraczać zasady, można wreszcie stać się przestępcą, ujawniając skłonności wręcz sadystyczne czy psychopatyczne. Tak jest w każdej wspólnocie ludzkiej, bo tacy są po prostu ludzie – im trudniejsze zadanie, tym łatwiej o ujawnienie prawdziwych cech natury. Setki tysięcy lat historii ukształtowały u części z nas cechy drapieżcy czy jak kto woli myśliwego, z części uczyniły rolników, a z części mieszczuchów. Siłą ludzkich zbiorowości jest to, że w każdej z nich są ludzie mający predyspozycje do różnych zadań i to pozwala wspólnocie realizować skutecznie wszystko to co jej jest potrzebne. Wróćmy do naszych indywidualnych rozliczeń – po pierwsze chcemy polować, mamy w sobie pasję do zmierzenia się z tym zadaniem – i nie wstydźmy się tego. To jest ludzkie, to jest część naszego dziedzictwa i co więcej, jest to nasza wartość którą możemy zaofiarować wspólnocie wśród której żyjemy. Z czego musimy umieć się rozliczyć? Z tego jak uprawiamy łowiectwo. Czy swój cel i pasję upatrujemy w wyniku, w ilości upolowanych zwierząt, czy raczej bierzemy udział w wielkim spektaklu jakim jest świat przyrody, polujemy czysto, nie faulujemy. Czy uczymy się łowiectwa korzystając z wielowiekowej tradycji polowania z wabikiem, sokołem czy psem – czy też, wykorzystując dostępne, nowoczesne narzędzia zabijania siedzimy na ambonie, na nęciskach i stawiamy się w roli łatwych egzekutorów robiąc z łowiectwa pożałowania godną zabawę. Czy jesteśmy zwykłymi żołdakami czy raczej oficerami zadania. To wszystko określa nasze miejsce w łowiectwie, określa też czy możemy stanowić o dobrym czy raczej o powszechnie funkcjonującym wizerunku myśliwego.
Chciałem krótko, ale jak widać nie dałem rady – myślę, że materia jest na tyle złożona, że skrótowy przekaz musi zabrzmieć fałszywie. Na koniec, zgodnie z anglosaską maksymą „take message at home” spróbuję jednak hasłowo opisać łowiectwo i myśliwych – niech zabrzmi to tak:
„Łowiectwo jest ważnym elementem, tysiące lat trwającego, budowania relacji człowieka ze światem dzikiej natury. Myśliwy jest tego budowania realizatorem”


Przeszanowny Panie Zbyszku,
otóż nie jest Pan jedynym członkiem jedynej słusznej organizacji w tym kraju, który nie potrafi 1-nym (słownie jednym), tak, tak, dobrze Pan widzi, zdaniem wyrazić czym jest współczesne łowiectwo. Jaka jest jego istota/mechanizm? Osobiście obstawiam, możemy się zresztą założyć, że problem ten dotyczy 99,9% nosicieli zielonych kapelusików. Z czego 98% o tym nie wie. I wiedzieć nie potrzebuje.
Jak Pan słusznie zauważyłeś, statystyczny myśliwy jest statystycznie szarpany przez psa wabiącego się Opinia Publiczna za dwie nogawki: z jednej strony chcąc się dowiedzieć DLACZEGO SIĘ POLUJE a z drugiej DLACZEGO POLUJE PAN ZBYSZEK?
Na to drugie pytanko każdy sam musi znaleźć odpowiedź. Jak np. Florian Asche, który mówi otwarcie, że poluje: „z pasji, z żądzy, dla zmysłowej przyjemności. Dlatego, że można bez żadnego filtra, w pełni doświadczać natury. I najważniejsze: można pozyskać zdobycz”. Więcej można dowiedzieć się na Pańskiej ulubionej stronie: http://bucewzielonych.blogspot.com/2014_03_01_archive.html
Można się też z Florkiem nie zgadzać, ale jedno nawet Pan, Szanowny Panie Żbysiu, przyznać musi: gość potrafi zgrabnie i treściwie sformułować odpowiedź. 2-3 zdania i po robocie. Pozostaje tylko życzyć Panu takiej wprawy.
Co zaś się tyczy pierwszego pytanka… Powiedzmy, że z okazji spóźnionego dnia dziecka zrobiem Panu prezent. Podając ripostę na tacy.
Łowiectwo = zarządzanie zwierzostanami/dzikimi zwierzętami = użytkowanie odnawialnych zasobów przyrody przy jednoczesnym utrzymywaniu ich na możliwie wysokim poziomie WBREW presji cywilizacyjnej.
Nie ma za co, Szanowny Panie Zbyszku. Smacznego.
Pozdrawiam i Darz Bór!
Szanowny Kolego „Buce w Zielonych Kapeluszach”
jeżeli Szanowny Kolega chce coś od siebie przekazać, to będę wdzięczny za przekaz napisany w sposób zrozumiały przez kogokolwiek innego niż Szanownego Kolegi środowisko. To od strony technicznej. Od strony merytorycznej – zachęcam do napisania dlaczego Szanowny Kolega nie poluje i czym, jego zdaniem, jest łowiectwo. Będę wdzięczny za wypełnienie tej drugiej, merytorycznej, części czymkolwiek innym poza inwektywami. Jeżeli, jak widzę, wypowiedź jednozdaniowa stanowi pewien problem, zachęcam do odpowiedzi szerszej – miejsca nie brakuje. Serdecznie pozdrawiam i na końcu pragnę zachęcić wszystkich zainteresowanych jakością Szanownego Kolegi środowiska do odwiedzin na stronie buce….
Jak zawsze serdecznie pozdrawiam całe, jakże ciekawe i warte poznania, środowisko Szanownego Kolegi
Jeszcze słówko w sprawie podanej przez Pana definicji łowiectwa. Otóż, zarządzanie jest pojęciem znacznie szerszym niż użytkowanie. Użytkują, jak Szanowny Pan pięknie to napisał, ci którzy łowiectwo traktują jak branie bez dawania – muszę przyznać, że nie jest ich mało. Czasy brania z zasobów natury bez dawania kończą się na świecie a w Europie na pewno dawno się skończyły. To presja cywilizacyjna jest powodem tego, że bez dawania zostaniemy za jakiś czas w betonowej pustyni w której zdechniemy. Żadne zasoby przyrody nie są odnawialne z definicji – młody zając ujrzy światło dnia tylko wtedy kiedy będzie miał go kto urodzić. Łowiectwo w Polsce nie jest jedynie braniem z formalnego punktu widzenia (vide Prawo Łowieckie i Statut PZŁ) ale również dawaniem. Faktycznie jest takie jak ludzie którzy nim się zajmują. O tym pisałem w moim tekście. Zachęcam do czytania ze zrozumieniem.
Pszeszanowny Panie,
nie wiem dlaczego czyta Pan tylko jeden człon definicji. Przecież wyraźnie stoi, że „użytkowanie odnawialnych zasobów przyrody PRZY JEDNOCZESNYM UTRZYMYWANIU ICH NA MOŻLIWIE WYSOKIM POZIOMIE WBREW PRESJI CYWILIZACYJNEJ.
Ma Pan rację. Czytanie ze zrozumieniem się kłania.
Być może lepiej brzmiałoby: „PRZY JEDNOCZESNYM zagwarantowaniu ich odnawialności”. Problem polega jednak na tym, że wczoraj można było zagwarantować zajączka, dzisiaj już nie. Osobiście wolę unikać takich sformułowań.
pozdr.
Z tym „jednoczesnym zagwarantowaniem ich odnawialności” to już całkiem ciepło. Czyli nie dokarmianie, „zasiedlanie” i inne niezgodne z rzeczywistą pojemnością łowisk działania, a budowanie remiz, zachęcanie do zmian w zasadach przyznawania dopłat dla rolników (wszelkie pasy ekologiczne itp.), tworzenie użytków ekologicznych itp., czyli wszelkie możliwe działania prowadzące, w naturalny sposób, do powiększenia zasobów świata natury – pomimo presji cywilizacyjnej. Jednym słowem to co ciągle piszę – pełna ekologia. Bo prawdziwe łowiectwo to wielkie zadanie ekologiczne. Jeżeli ktoś rzecz widzi tylko przez pryzmat kotleta to nie ma o czym mówić.
Pozdrawiam
Pszeszanowny Panie Zbyszku,
nie bardzo rozumiem o co się Panu rozchodzi. Naprawdę.
Po pierwsze, Pańska „ulubiona” strona, czyli blog „bucewzielonych@blogspot,com”, została założona PRZEZ 2 MYŚLIWYCH, O MYŚLIWYCH, DLA MYŚLIWYCH. Nie za bardzo wiem skąd sobie Pan ubzdurał, że twórcy bloga nie polują. Wręcz przeciwnie, poza znęcaniem się nad klawiaturą komputera, znajdują też czas na wyjście w łowisko.
Po drugie, dostał Pan na tacy jednozdaniową definicję współczesnego łowiectwa. Pan wybaczy, ale Pańska jest bezużyteczna. Nie odpowiada bowiem na podstawowe pytanie: jakie są RACJONALNE powody istnienia współczesnego łowiectwa? Istotą jest uwypuklenie statystycznemu Kowalskiemu właśnie mechanizmu, na którym bazuje współczesne łowiectwo, a którego nie dostrzega Kowalski. A jak nie dostrzega, to potem mówi/pisze: „łowiectwo to przeżytek, nie ma racjonalnego uzasadnienia”. Bajanie na tym tle o budowaniu jakichś bliżej nieokreślonych relacji z przyrodą jest w gruncie rzeczy laniem wody i marnotrawieniem czasu.
Podana definicja jest dobrą bazą do pełnego wyjaśnienia problemu. To jest zaledwie kilka zdań więcej. Ciekaw jestem jakby Pan to zrobił.
A póki co pozdrawiam Pana i Pańskie środowisko, które z uporem godnym lepszej sprawy woli produkować epopeje narodowe na rzecz popularyzacji roli współczesnego łowiectwa.
Jeżeli tak, to może jednak najprościej – dlaczego dwaj wspaniali założyciele tej wspaniałej strony wzięli się za polowaczkę i jakie to racjonalne powody nimi kierowały? i czym dla nich jest łowiectwo?
Jestem naprawdę ciekawy odpowiedzi. Może nie być krótka, byle zrozumiałym językiem.
Pozdrawiam
Najprostsza odpowiedz na przeszanowne pytanie Przeszanownego Pana Zbyszka brzmi:
buce w zielonych kapelusikach z piorkami poluja bo moga i lubia. ( byc moze tez z tego powodu, ze lubia i moga)
Z tego samego powodu poluje zreszta tez Przeszanowny Pan Zyszek.
(mogom i lubiom wypadaloby wlasciwie napisac)
Reszta moze byc dla Przeszanownego Pana Zbyszka abstrakcja. Wysoka abstrakcja. Ale niech tam……
Cudownie, oczekiwałem czegoś podobnie niezwykłego i głębokiego – nie zawiodłem się. Jem – bo lubię, pie… szę – bo lubię i poluję – bo po prostu k…a lubię, że też mi to nie przyszło wcześniej do głowy!?
Pozdrawiam i bardzo dziękuję za rozwianie wszelkich moich wątpliwości.
Jak zawsze pełen atencji dla Waszego Środowiska
Zbigniew Ciemniewski
A nie pisalem……wysoka abstrakcja.
A wiec uscislijmy:
„Jem – bo lubię”.
Otoz nie przeszanowny Panie Zbigniewie. Jak kazde stworzenie zresz Pan bo musisz. To nie ma nic z lubieniem do czynienia.
Jak Pan przestaniesz lubic jesc to sobie dlugo tutaj nie popiszemy.
„pie… szę – bo lubię ”
Tez. Do tego jest potrzebnych pare innych rzeczy …..tu sie mozesz Pan podksztalcic.
http://bucewzielonych.blogspot.de/2014_03_01_archive.html
Tylko ostroznie przy lekturze, zeby Pan dziewictwa nie stracil…..
„poluję – bo po prostu k…a lubię”
Tak !!!! jak najbardziej. Robisz Pan to, tak jak (prawie) wszyscy inni buce w zielonych kapelusikach z piorkami – w ramach spedzania
wolnego czasu. Nie zalezy od tego egzystencja Pana rodzinki, MUSISZ Pan to po prostu lubiec.
A teraz zastanow siem Pan dlaczego MOZESZ Pan polowac……..????
W przerwie zajmiemy sie tym cytacikiem:
„Jak to więc jest z naszym indywidualnym rozumieniem i uprawianiem łowiectwa? Najlepsze porównanie jakie mi się nasuwa to porównanie z udziałem w wojnie – ano właśnie, w wojnie! Żołnierz co prawda zwykle nie ma wyboru i musi w wojnie brać udział, czy mu się to podoba czy nie, ale na tym różnice się kończą. Wojaczkę można uprawiać niechętnie i pod przymusem (to raczej nie myśliwi, choć czasem też takie postawy się widuje), można uprawiać ją jako zabawę czy rozrywkę, można uprawiać ją z pasją ale w zgodzie z regułami gry, można naginać lub przekraczać zasady, można wreszcie stać się przestępcą, ujawniając skłonności wręcz sadystyczne czy psychopatyczne.”
Ta „wojna” – pojmowanie polowania jako udzialu w „walce” czesto przewija sie w wynurzeniach bucow w zielonych kapelusikach z piorkami. Zreszta jak sie popatrzy nieraz na kolo lowieckie przed zbiorowka, to faktycznie calosc przypomina troche stadko
emerytowanych komandosow ktorzy prysneli z wydzialu geriatrycznego w szpitalu powiatowym , przebrali sie w kamuflaze i
ida se powalczyc. Na polu walki. Gdzie czeka ich smiertelna rozprawa z hordami dzikich , krwiezerczych bestii. Czyli z zajacami.
Rowniez niewykluczonym jest ,ze przeszanowny Pan Zbigniew wyobraza sobie o wrzesniowym poranku, iz jest na polu bitwy.
W formie pola burakow pastewnych. Wysla do przodu zwiadowce czyli swojego wyzla zeby ten zawczasu odkryl stado niebezpiecznych przeciwnikow czajacych sie pod miedza. Czyli kurpotaw. Gdy zwiadowca uprzedzi o czajacym sie niebezpieczenstwie, wkracza do walki nasz Pan Zbigniew. I gdy runie nawalnica skrzydlatych wrogow, ten podpusci je blizej,
zeby piff – paff, piff – paff , poslac je w krainie wiecznego czyrykania. Czyli w buraki. Jedna po drugiej.
Tak to mniej wiecej wyglada, gdy potraktowac pojscie na polowanie jako pojscie na wojne, przystapienie do walki.
Tymczasem na polowaniu ma miejsce jednoznaczny podzial rol. Hierarchia. Jest mysliwy – ludzki/nieludzki – i ofiara.
Te role nieslychanie rzadko sie odwracaja – czy odwracaly, nawet gdy w gre wchodzil misio i rohatyna.
Polowano na misia a nie misiu polowal na tego z rohatyna. Polowanie na dziki jest niebezpieczne. Powiada niejeden
buc w zielonym kapelusiku z piorkiem. Ale zapomina dodac, ze jest niebezpieczne dla dzikow. Z reguly. Czego dowodza
statystyki pozyskania. Jednoznacznie
Zasada fair chase czy fair play, ktora przewija sie w tle opowiesci o Zyszku co poszedl na wojne nie ma nic do czynienia
z turniejem czy „uczciwym” pojedynkiem. To nie jest pojedynek. To jest polowanie.
Ale jak ktos koniecznie chce…….to
DO BOJU !!!!!
Czy Szanowny Pan znalazł czas aby przeczytać ze zrozumieniem to co napisałem na samej górze?
Polecam ten fragment – ” … Są dwie różne płaszczyzny na których trzeba o łowiectwie pisać – pierwsza z nich, to rola łowiectwa jako zadania ludzkich wspólnot, zadania realizowanego od początku istnienia Homo Sapiens, – druga to indywidualne rozliczenie się każdego z nas z powodu dla którego w łowiectwie jesteśmy i w jaki sposób w nim jesteśmy. …”,
i jeszcze ten – „…… W codziennych dyskusjach z ludźmi, którzy patrzą na otaczający ich świat jedynie z perspektywy własnego interesu i zadań, takie szerokie pokazywanie łowiectwa nigdy nie będzie zrozumiałe i w związku z tym nie może być podstawą naszego, środowiskowego przekazu. ……….”.
Można na wszystko patrzeć od strony kotleta – nie ma sprawy, tylko pytanie czy się czegoś nie pomija?
Odniesienia do wojny czy walki Szanowny Pan zupełnie nie zrozumiał albo dokładnie rzecz ujmując zrozumiał od strony kotleta.
Jak zawsze serdecznie pozdrawiam i ciągle czekam na krótki opis powodu dla którego Szanowny Pan zajął się polowaniem w ramach wypełniania swojego wolnego czasu. Uściślę, bo widzę, że to jest konieczne – chęć zabijania?, dziczyzna?, moda?, towarzystwo?, brak lepszych pomysłów? Czekam niecierpliwie.
Przeszanowny Panie Zbyszku, odpowiadam cierpliwie
za tym „moge i lubie” – „mozem i lubim ” kryje sie wlasciwie caly Panski wywod. To sa te Panskie „dwie plaszczyzny” . To „lubie” odnosi sie sie do subiektywnych przezyc emocjonalnych zwiazanych z lowami, satysfakcji po odniesieniu sukcesu czyli tez ukatrupieniu tego czy innego zwierzatka, materialnym, wymiernym kotlecie, comberku – w moim przypadku – wienczacym ten sukces.. Dla innych tym wymiernym elementem moga byc rogi, czasami uznanie srodowiska (towarzystwo) Rowniez moda (life style) albo widoczne w Panskim przypadku nadecie z przekonania o spelnianiu misji. Nieprawdaz ? Mysliwi poluja u nas, bo lubia, a lubia gdzies z 116 tysiecy powodow. Indywidualnych powodow. Postrzeganych z zewnatrz jako mniej lub bardziej racjonalne czy akceptowalne.
Mozna sie tego wstydzic albo z tym afiszowac – jak kto woli.
Z tym „moge”, zas moga, sa i beda problemy……
Piszac:
„to rola łowiectwa jako zadania ludzkich wspólnot, zadania realizowanego od początku istnienia Homo Sapiens”
Nie zdaje Pan sobie chyba z tego sprawy, ze dosc dawno wyszlismy z jaskin. Ludzkie wspolnoty wcale nie oczekuja dzis neandertalczyka tachajacego upolowanie kuropatwy do jaskini w blokowisku tylko managera , ktory z jednej strony zapewni (w miare) bezkonfliktowe wspolzycie wspolnot z Bracmi Mniejszymi, z drugiej bedzie gwaranowal im dobrostan, jednoczesnie z nich
korzystajac. I do tego ten gosciu w wolnym czasie zajmujacy sie „zadaniem ludzkich wspolnot” ma coraz wieksze trudnosci ze
sprostaniem temu zadaniu. Co budzi zastrzezenia w spoleczenstwie. Czesciowo zasadne zreszta.
I te zastrzezenia beda rowniez u nas coraz glosniej formulowane.
A przecietny buc w zielonym kapelusiku z piorkiem nawet nie jest w stanie sobie zdac sprawy z tego DLACZEGO te zastrzezenia
sa formulowane. Bo jest swiecie przekonany o swojej roli jako „realizatora”
“Łowiectwo jest ważnym elementem, tysiące lat trwającego, budowania relacji człowieka ze światem dzikiej natury. Myśliwy jest tego budowania realizatorem”
Czyli jednak trzeba czytać ze zrozumieniem. Jest pewnie 116 tysięcy powodów żeby lubić polowanie bo inaczej prawdopodobnie by tego nie robiono. Pisałem to na samej górze, można oczywiście podać tą informację na 100 różnych sposobów ale to nie zmienia faktu, że część z nas ma łowiectwo we krwi tak ja część ma rolnictwo we krwi itd…. To właśnie jest ta druga płaszczyzna którą opisałem wyżej, jak sądziłem, jednoznacznie.
Pierwsza płaszczyzna, której nigdy nie dostrzegają ci którzy widzą tylko kotlet, zabawę, emocję, towarzystwo itp. to jest zadanie które, chce czy nie, realizuje te 116 tys. zjadaczy kotletów. W Niemczech zarządzają tym właściciele gruntu i urzędnicy, w Anglii głównie właściciele ziemscy, w Szwecji wspólnoty lokalne a w Polsce PZŁ pod nadzorem Państwa. Wszyscy robią to co napisałem – budują naszą relację ze światem zwierząt (na różne, czasem bardzo dziwne sposoby). Mówienie, że łowiectwo jest przeżytkiem i nie pasuje do współczesnej rzeczywistości jest po prostu wyrazem ignorancji lub złej woli (często obu).
W Europie najmocniej przeciw łowiectwu odzywają się głosy w Holandii – dlaczego? Ano po prostu nasi pomarańczowi bracia tak totalnie przekształcili świat w którym żyją w fabrykę kasy, że miejsca dla innych żyjących stworzeń pomalutku zaczyna brakować, żeby nie powiedzieć zupełnie nie ma. Taki Holender u siebie pluje na łowiectwo ale na polowanie pojedzie do Afryki czy do Polski (zbieżność nazwisk przypadkowa).
Pozdrawiam