BŁ 3/2015 – warto zajrzeć, choć nie wszystko brzmi dobrze

Z ciekawością czekam zawsze na e-wydanie BŁ gdyż, jak mi się wydaje, coraz lepiej, kolejne numery pokazują wielowątkowość łowiectwa. Chociaż z wieloma wątkami i sposobem ich „podania” czytelnikowi mocno się nie zgadzam, to cenię sobie możliwość wirtualnej polemiki z Autorami i Redakcją.

Numer marcowy rozpoczyna się wywiadem z wybitnymi kynologami i hodowcami różnych ras psów, w tym psów myśliwskich. To, co zachęciło mnie do przeczytania tekstu można właściwie zawrzeć w jednym ze zdań wprowadzenia – „… O roli czworonogów w łowisku, w dzisiejszych czasach opowiadają … „, i może jeszcze ” …. które z ich najlepiej sprawdzają się w kniei …”. Przeczytałem i ze zdziwieniem przekonałem się, że rozmówcy Autorki wywiadu nie są myśliwymi, a ich podejście do łowiectwa, a właściwie do kynologii łowieckiej, chyba najlepiej opisuje żywot Jack Russell Teriera będącego ich własnością, który mając w szafie 20 CACIB-ów jest zbyt piękny aby go wpuszczać do nory !! Pies z pewnością jest piękny ale czy na pewno jest cenny i powinien być użyty do hodowli? To weryfikuje właśnie ciemna nora ze złym lisem w środku. Proszę sobie wyobrazić co powie kolegom myśliwy, który wziął szczeniaka po tym wspaniałym championie, zapłacił niemałą zapewne kwotę i przekonał się ze zdziwieniem, że piesek boi się strzału a o wejściu do nory nawet nie ma co marzyć? Powie to, co szeroko słychać jak Polska długa – pies z rodowodem jest do d…y, kupujcie nie rodowodowe, te są najlepsze. Czy o takie przesłanie tego artykułu chodziło Redakcji? Mam nadzieję, że nie.

Z przyjemności przeczytałem kolejny już artykuł spółki Bołoz/Kałużycki pokazujący, co stanie się z łowiectwem jeżeli zostawimy je urzędnikom w zarząd. Rzecz oczywiście o licówce daniela ale dla mnie bardziej o metodyce budowania strategicznych decyzji w skomplikowanym obszarze jakim jest łowiectwo i skutkach decyzji nie budowanych na wiedzy.

Potem było lepiej lub gorzej ale ciekawie, znalazłem nawet interesująco napisany i bardzo dydaktyczny opis pracy posokowca za postrzałkiem dzika w moim obwodzie w Rudach Raciborskich. W końcu dotarłem do odpowiedzi Kolegi Daniłowicza na artykuł Redaktora Gduli z grudniowego ŁP, opisujący jego (Daniłowicza) udział w debacie „Co dalej z polskim łowiectwem?” Przeczytałem uważnie i kolejny raz „zagotowałem” się w środku.

Popatrzmy na tezy przedstawione przez Witolda Daniłowicza w tym artykule, zresztą znakomicie technicznie napisanym. Teza pierwsza – nieprawdą jest, co sugeruje Redaktor Gdula, że Witold Daniłowicz uważa że należy zmniejszyć liczbę polskich myśliwych. OK, przyjmuję w zaufaniu, że gramy fair a Redaktor Gdula zapędził się trochę za daleko, co przecież każdemu może się, w ferworze dyskusji zdarzyć. Czytam dalej i wyłuskuję z tekstu kolejne tezy. Teza numer dwa, oczywista zresztą w świetle niedawnego wyroku Trybunału Konstytucyjnego – właściciel gruntu musi dostać rekompensatę od myśliwych za ograniczenie we władaniu nieruchomością. Dalej Autor porównuje ograniczenie we władaniu nieruchomością nakładane przez Prawo Łowieckie z ograniczeniem po włączeniu nieruchomości do Parku Narodowego!! Odsyłam do publikacji opisującej ograniczenie gospodarowania na terenie Kampinoskiego Parku narodowego żeby lepiej zrozumieć nieporównywalność tych sytuacji. Kolega Daniłowicz kolejny raz usiłuje przekonać, że kilkadziesiąt groszy od hektara dla rolnika to niedostateczna rekompensata, która spowoduje lawinę skarg sądowych i niekończący się problem prawny. Naprawdę, nie da się tego czytać spokojnie.

Dla polującego i często bywającego w terenie jest oczywiste, że są ogromne połacie obwodu na których noga myśliwego nigdy nie stanie. Czy takiemu rolnikowi należy się rekompensata czy też nie? Jak mierzyć komu się należy więcej rekompensaty a komu mniej? Częściej bywa się tam, gdzie presja zwierzyny jest większa ale czy to jest aktywność wbrew interesowi rolnika?? Przecież dzisiaj konsekwentnie jest przestrzegane uzgadnianie z rolnikiem wszelkiej większej aktywności myśliwych na ich terenie. Mam pytanie proste – kto, nie wchodząc na teren gospodarstwa rolnego będzie w stanie np. zapobiegać kłusownictwu, powszechnemu w niektórych rejonach kraju, prowadzić inwentaryzację, dokarmiać, zwalczać drapieżniki itp? Zieloni? Kolega Daniłowicz wychodząc od tego, że jego zdaniem niedopuszczalne jest działanie mające na celu zmniejszenie ilości myśliwych, w istocie pokrętnie prowadzi do rozwiązań, które spowodują nie tylko, że myśliwych w Polsce ubędzie, to jeszcze najlepsze polskie obwody trafią w ręce zamożnych ludzi w Polsce ale przede wszystkim na Zachodzie, gdyż jedynie taki skutek odniesie nieuzasadnione niczym podnoszenie czynszów dzierżawnych.

Rozwalanie polskiego łowiectwa, motywowane pokrętnie na sposób prezentowany przez Witolda Daniłowicza, do takiego efektu doprowadzi i niestety uważam, że Kolega Daniłowicz takich skutków jest w pełni świadomy.