PIES 01/2015 – co ciekawego?

Wreszcie zaczął do mnie docierać PIES, kwartalnik Związku Kynologicznego w Polsce. Z ciekawością siadłem do lektury i do krótkiego komentarza niektórych znalezisk.

W rozdziale Hodowla znalazłem tekst lekarza weterynarii, międzynarodowego sędziego kynologicznego Anny Dominiak, o zachęcającym tytule „Współczesny pies rasowy – w poszukiwaniu ideału”. Autorka pokazuje problem trochę przez pryzmat zdrowia fizycznego, wskazując liczne choroby genetycznie uwarunkowane ale najciekawsza, przynajmniej dla mnie,  część artykułu to jego końcówka. We fragmencie Podejście organizacji kynologicznych Autorka pokazuje jak różne jest podejście do kwalifikacji hodowlanych w różnych krajach. Od braku jakichkolwiek ograniczeń w USA (AKC), poza posiadaniem przez matkę i ojca rodowodu, po restrykcyjne zasady polityki hodowlanej klubów ras w Skandynawii i Niemczech.  Z tekstu wynika, że w większości krajów (USA, Wielka Brytania, kraje południa Europy) nie ma nawet obowiązku uczestniczenia w wystawach. Decyzję o włączeniu psa/suki rodowodowej do hodowli podejmuje hodowca, a decyzję o zakupie szczeniaka nabywca – i to całe ograniczenie.

Do jakich wniosków prowadzi ostatecznie Autorka? Zacytuję pierwsze zdanie „Jedno jest pewne: hodowla to bardzo trudna sztuka” i z tym oczywiście trzeba się zgodzić. Dalej jednak Autorce bliżej do modelu anglosaskiego czyli systemu którego fanem jest Redaktor Bombik z ŁP. Dlaczego? Ponownie posłużę się cytatem – „Myślę o tym dlatego, iż wiem jak ciężko niejednokrotnie jest namówić właścicieli psów na badania dodatkowe i jak bardzo zniechęcające mogą być sztywne regulaminy”.

Ano właśnie, jeżeli problemem jest świadomość hodowców i wiedza odbiorców, co również wynika z tekstu, to w jaki sposób budować zasady hodowlane oparte o wiedzę, badania DNA itp.?? Niestety, „Dawna naturalna selekcja i użytkowe formowanie ras psów” nie zostały i jeszcze długo nie zostaną zastąpione przez wiedzę i świadomość hodowców oraz odbiorców, nie mówiąc już o niepełnym przekonaniu co do czystości intencji obu stron tej układanki, stąd mnie osobiście, dużo bliższa jest szkoła niemiecka i skandynawska.

Przywołam, na okoliczność tej dyskusji, problemy z obszaru mnie bliższego a więc edukacji. Wyobraźmy sobie 28 krajów europejskich, z których każdy buduje swój system edukacji, określając cele, zasady i sposób kształcenie według własnych kryteriów. Wyobraźmy sobie dalej, że każdy z tych systemów opuszcza wykształcony lekarz i podejmuje decyzję o podjęciu zatrudnienia, w innym niż rodzimy kraju. Zadajmy sobie teraz pytanie czy wiedza praktyczna i teoretyczna tych 28 młodych ludzi przystaje do siebie na tyle, że mogą zamiennie obsługiwać systemy opieki zdrowotnej w różnych krajach? Oczywiście, że nie.

Decyzją europejskich instytucji zaczyna wchodzić w Europie system certyfikowania absolwentów różnych europejskich uczelni, a właściwie system określania poziomu kompetencji, w odniesieniu do założonego wzorca (w wersji kynologicznej – rodowodu). Inaczej, na dłuższą metę po prostu się nie da! Wracam do kynologii. Jeżeli pozwolimy hodowcom w USA, Anglii, Portugalii, Hiszpanii, Turcji itp., kształtować według własnego uznania jakość ras np. wyżłów, to po 50 latach dostaniemy zupełnie nie przystające do siebie populacje, idące jednak pod wspólnym rodowodowym szyldem. Jednym słowem, zgodnie z zasadami genetyki, uzyskamy najpierw odmiany a w końcu nowe rasy. Być może ma to jakiś sens, tylko powiedzmy sobie od razu, że takiego efektu oczekujemy i na taki efekt się godzimy.

PS.

Jest jeszcze jeden tekst „W sprawie wyżłów” – „podany do druku przez Andrzeja Brabletza”, który jest przedrukiem jednego z kalendarzy myśliwskich końca XIX wieku. Podający uznał ten tekst za interesujący, stąd warty pokazania. Przeczytałem i powiem szczerze, że jestem pewien, że znacznie bardziej wciągnąłby mnie tekst napisany przez Pana Andrzeja a dotyczący współczesnej, polskiej kynologii łowieckiej. Liczę, że w kolejnych numerach na takie teksty natrafię.