Arkadiusz Glaas – sposób myślenia prawdziwego ekologa – BŁ 8/2015

Ostatni numer Braci Łowieckiej zawiera sporo ciekawej treści ale moją uwagę przykuł wywiad Izabeli Kamińskiej z Arkadiuszem Glaasem, „działaczem na rzecz ochrony przyrody i miłośnikiem dzikiej flory i fauny”, jak podano w Braci.

Pogrzebałem w internecie ale poza informacjami podanymi na łamach Braci (absolwent prawa Uniwersytetu Gdańskiego, pracujący i mieszkający od lat w Anglii, działacz różnych organizacji ekologicznych) nie znalazłem informacji mówiących czegoś więcej o rozmówcy Pani Kamińskiej. No, może na stronie Googlowskiej Arek Glaas , w zakładce Moja historia/Tym mogę się pochwalić, znalazłem taki oto zapis – „Musimy coś zrobić, co by od nas zależało, zważywszy, że dzieje się tak dużo, co nie zależy od nikogo.” St. Wyspiański. Jednym słowem, człowiek dosyć tajemniczy, a w każdym razie skryty, co jak na aktywnego działacza społecznego, jakim się deklaruje być, jest trochę zaskakujące. Trochę też brakuje mi listy rzeczywistych dokonań Pana Arkadiusza, a szczególnie informacji o fundamentach kompetencji które pozwalają mu na prawdziwe rozumienie informacji którymi się tak chętnie posługuje.

Wróćmy jednak do wywiadu.  Z tekstu można sądzić, że jest realistą i w związku z tym orędownikiem porozumienia z myśliwymi. OK, szkoda tylko, że deklaracja, iż jego „idealny świat”, to świat bez łowiectwa, nie daje zbyt wielkiego pola do porozumienia, które z góry jest jedynie narzędziem do zlikwidowania łowiectwa, a więc partnera z którym chce rozmawiać. Krótko mówiąc, marksistowska taktyka niszczenia przeciwnika krok po kroku z uśmiechem na ustach. Nie będę się rozwodził nad kolejnymi etapami rozmowy, w której padają argumenty typu „moi znajomi z Lubelszczyzny boją się wyjść z domu nie z powodu dzików, tylko świszczących kul i ołowianego śrutu”, spróbuję powiedzieć nieco szerzej o tle aktywności Pana Arkadiusza.

Tak się jakoś dziwnie składa, że tacy, działający z rozmachem aktywiści, swoje korzonki zapuścili na Zachodzie i są fanami zachodnich standardów łowiectwa i ochrony przyrody. Sam Pan Arkadiusz twierdzi w wywiadzie, że nie zna nikogo uprawiającego łowiectwo w Anglii poza środowiskiem biznesowym. Jednym słowem angielskie łowiectwo, polegające na wybijaniu hodowlanej zwierzyny na prywatnych gruntach, rękami najzamożniejszych obywateli Wysp,  jest „postępowe i europejskie”, polskie natomiast trzeba koniecznie ucywilizować. Ostatnio, w jednym z dużych programów informacyjnych naszej telewizji, słyszałem wywiad z byłym szefem Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Rzecz dotyczyła terroryzmu islamskiego, Państwa Islamskiego i temu podobnych tematów. Ze zdziwieniem dowiedziałem się, że główne centra logistyczne, finansowe i propagandowe terrorystów mieszczą się w Zachodniej Europie. Rozmówca dziennikarki twierdził, zresztą ku mojemu zdziwieniu, że to nie Bliski Wschód eksportuje terroryzm do Europy ale wprost przeciwnie, opierając się o europejskie środowiska muzułmańskie i różnych „nawróconych”, żeby nie powiedzieć nawiedzonych Europejczyków. Padały nawet przykłady Polaków uwikłanych w ten proceder. Dla mnie, ekoterroryzm polski jest produktem eksportowym Zachodu, nie ma w nim żadnych pozytywnych celów a ludzie którzy są do tego wykorzystywani zwykle należą do kategorii „pożytecznych idiotów”, że posłużę się leninowską nomenklaturą.

Zupełnie na koniec, zachęcam czytelników do zapoznania się z krążącymi w internecie zapisami dyskusji na różnych sejmowych komisjach do których przedarli się aktywiści typu Arkadiusz Glaas. Warto zapoznać się ze sposobem argumentowania, a właściwie propagandy, szerzonej pod szyldem rzekomo wielotysięcznych organizacji które reprezentują.