Dlaczego boimy się pokazywania współczesnego łowiectwa?

„cyt.”padło 200 kaczek” – o ile lepiej zabrzmiałoby, gdyby napisał Pan- pozyskano 200 kaczek. A tak ciągle możemy się „dziwić”, że ekolodzy czepiają się myśliwych. ………….”

Taki oto wpis (podaję w oryginalnej formie) jednego z czytelników, myśliwego dla pełnej jasności, znalazł się w komentarzach, do opisu jednego z polowań na kaczki w bieżącym sezonie. Niech te niezdarnie napisane zdania będą wprowadzeniem do tematu z którym chcę się zmierzyć w tym tekście. Czy potrafimy mówić o łowiectwie? Tym prawdziwym, a nie historycznym, już niestety nie istniejącym, otulonym w szlacheckie kontusze, z chartami biegającymi wokół jeźdźców.

Pod koniec kwietnia tego roku, miałem przyjemność reprezentować Klub Wyżłów Polskiego Związku Łowieckiego w czasie Targów Hubertus Expo w Warszawie. Wielka impreza, prezentująca, obok elementów czysto komercyjnych, dorobek polskiego łowiectwa. Gwiazdą części kynologicznej pokazu miała być prezentacja chartów polskich, w wykonaniu ubranych w tradycyjne szlacheckie stroje grupy hodowców tej rasy psów. Od Klubu Wyżłów oczekiwano podobnej prezentacji ras grupy VII. Na zgłoszoną przeze mnie propozycję prezentacji polowania z wyżłami, opartą o zdjęcia z realnych polowań na różne gatunki ptactwa, zareagowano z niechęcią, budowaną na przekonaniu, że taki pokaz nie będzie dla widzów interesujący. Ostatecznie pokaz się odbył i zgromadził dużą, różnorodną i prawdziwie zapatrzoną w prezentowane obrazy widownię, w tym dużą grupę nie myśliwych, również całych rodzin z dziećmi. Oklaski na koniec wystąpienia były sympatycznym podsumowaniem tego, w jaki sposób moje opowieści i obrazy zostały przyjęte.

Pytanie, dlaczego nie chcemy pokazywać realnego łowiectwa, prawdziwych obrazów z polowań? Tak bardzo zakrzyczano łowiectwo jako emanację wszelkiego zła, sadyzmu, przyjemności czerpanej z zabijania, że gdzieś w środku ulegliśmy tej presji? A może jest tak, że większość z nas naprawdę widzi łowiectwo takie, jakie z obrzydzeniem pokazują całemu światu zieloni mieszkańcy miast? Może wreszcie jest tak, że nie widzimy prawdziwego piękna, tam gdzie ono jest oczywiste, nie widzimy prawdziwej sztuki polowania przesłoniętej przez coraz doskonalsze narzędzia do zadawania śmierci? Zasłaniamy się ciągle obrazami z odległych czasów, przesłaniamy współczesność łowiectwa kontuszami szlacheckimi, chartami, gończymi, jeźdźcami na wspaniałych rumakach żeby nie widzieć prozy, zupełnie nie arystokratycznej czy nie szlacheckiej, współczesności?

W ostatnich dniach brałem udział w organizacji sporego konkursu pracy wyżłów i miałem tam okazję spotkać ludzi w różnym wieku, prawdziwych, zapalonych myśliwych którzy, obok mizerii polskiej kynologii łowieckiej, prawie bez kontaktu z oficjalnym obiegiem tejże, budują swoje własne łowiectwo i swoją własną kynologię, tak jak je czują. Jestem pewien, że z pokazywaniem polowania jest podobnie. Istnieje gdzieś w Polsce świat ludzi pięknie polujących, kultywujących tradycje łowieckie, nie te oparte o blichtr fanfar, ale te które każą pięknie polować z psem czy ptakiem łowczym, te które nie w wielkości wieńca czy ilości sztuk na rozkładzie widzą jakość polowania. Poszukajmy tych ludzi, dajmy im szansę na pokazanie obrazów z polowań innych, niż ociekające krwią pokoty czy jatki dzików lub hodowlanych bażantów.