O kynologii klubowej jeszcze słów parę

Przyglądałem się ostatnio FB-owej dyskusji, o sensie i jakości istnienia klubów psów myśliwskich w Polsce i doszło do mnie, że warto skreślić jeszcze parę zdań uzupełnienia do mojego poprzedniego tekstu. Najpierw parę słów do wątku – „po co nam kluby?”. Żeby świadomie o tym rozmawiać warto zobaczyć wyraźnie jak wygląda praktycznie rynek psów myśliwskich w Polsce i pewnie w niemałej części Europy.

W pewnym uproszczeniu można powiedzieć, że są dwie duże grupy właścicieli wyżłów, bo na tym przykładzie łatwiej będzie mi budować obraz sytuacji. Pierwsza, i największa grupa, to właściciele którzy kupili wyżła z powodów emocjonalnych. Motywacji szczegółowych jest zapewne wiele, ja spróbuję przywołać moim zdaniem najczęstsze. Wymieniam – moda na daną rasę, wygląd, w tym charakter włosa, kolorystyka, kolor oczu itp., opinie krążące w mediach, chęć wzięcia udziału w rywalizacji wystawowej i zapewne wiele innych. W Polsce sprzedaje się rocznie około 1400 psów/suk grupy VII FCI i jestem przekonany, że co najmniej 3/4 tych psów trafia do właścicieli o charakterystyce opisanej wyżej. Systemowym problemem jest to, że część z tej grupy podejmuje się hodowli, a część rozwija hodowlę w całkiem intratny interes, wypuszczając na rynek dziesiątki czy setki psów hodowanych w oparciu o kryteria nie mające praktycznie żadnego związku z ich użytkowością czyli prawdziwą wartością hodowlaną. FB pełen jest obrazków wylegujących się na kanapach wyżłów, wspaniale wyglądających gromadek szczeniąt czy informacji o wspaniałych sukcesach wystawowych odnoszonych na przestrzeni od Londynu po Cypr. Kolejna grupa, znacznie mniej liczna ale też ważąca w systemie, to myśliwi polujący z wyżłami którzy, w oparciu o wcześniejsze doświadczenia albo bez nich, decydują się na zakup wyżła dla wykorzystania go w łowiectwie na własny użytek. Znacząca część tej grupy  sięga niestety po psy bez rodowodu, ale część, poszukuje psa z zarejestrowanej hodowli, sięgając nawet coraz częściej po psy z hodowli poza granicami kraju. Codzienne doświadczenie pokazuje, że znakomita większość tej grupy nie jest zainteresowana wykorzystaniem swoich psów dla systemowego doskonalenia rasy. Ci nieliczni, którzy widzą się w systemie hodowlanym, i mając ambicje budowania efektu wielopokoleniowego w hodowli – są potencjalnymi członkami klubu rasy. Jak do nich dotrzeć? Jak ich zachęcić do włączenia się do pracy klubowej? Oto jest pytanie! Pytanie ważne również z tego powodu, że ta niezbyt liczna grupa, nie będzie łatwym partnerem i nie da się kupić na plewy i gładkie słówka usiłujących zbudować stare, po nowemu. Trzeba też widzieć, że proponowany dla tej grupy hodowców system musi być rzeczywiście konkurencyjny dla istniejących i dostępnych przecież systemów klubowych w Niemczech, Czechach czy na Słowacji.

Kontynuując, trzeba też powiedzieć jasno, że budowanie systemu klubowego, a tym samym systemowe oparcie hodowli ras myśliwskich o wysiłek środowiska myśliwych, jest złamaniem powojennej tradycji kynologii polskiej. Pamiętajmy, że w okresie powojennym Polski Związek Łowiecki przekazał w większości zadania związane z hodowlą psów ras myśliwskich do Związku Kynologicznego w Polsce, wskazując jednoznacznie, że władze PZŁ nie są zainteresowane systemowo udziałem w doskonaleniu ras myśliwskich albo, dokładniej rzecz ujmując, są zainteresowane jedynie praktycznym wykorzystaniem psów w łowiectwie. Na ile – też czas pokazał. Powrót do systemu klubowego, a więc do hodowli opartej o cechy użytkowe, musi oznaczać zmianę logiki działania systemu, a więc wyodrębnienie hodowli psów myśliwskich z dotychczasowych struktur ZKwP. Jednym ze skutków takiego działania będzie wyeliminowanie znaczącej części dotychczasowych hodowli z rynku. Tych hodowli które działają poza środowiskiem myśliwych. Takie zmiany zawsze są trudne i zawsze będą budziły opór wielu osób. Jedynym sposobem na możliwie bezbolesne przeprowadzenie całej operacji jest, świadome celu, jej przygotowanie. Nie w cieniu takich czy innych gabinetów, nie w czasie pokątnych dyskusji – tylko w świetle jupiterów. Warto też posłuchać opinii różnych środowisk pamiętając, że świat polskiej kynologii nie kończy się na Warszawie czy Poznaniu.