Zapaść polskiej kynologii – klęska czy szansa na powrót do korzeni?

Ostatnio byłem wyraźnie mniej aktywny na stronie, co wynikało z presji codzienności ale też trochę z oczekiwania na to, co w łowiecko-kynologicznym świecie przyniesie życie. Co przyniesie, tak do końca nie wiem, ale sprawy toczą się tak dynamicznie, że postanowiłem skreślić te parę słów.

Najpierw nowa Ustawa Łowiecka zakazująca edukacji łowiecko-ekologicznej dzieci oraz drastycznie zmieniająca warunki szkolenia psów myśliwskich i praktycznych sprawdzianów ich cech wrodzonych i umiejętności. Potem nowe władze PZŁ i toczący się nadal proces przebudowy struktur Związku. Wreszcie, katastrofa na poziomie najwyższych władz Związku Kynologicznego i trwające jej skutki. Czy świat łowiecko-kynologiczny który znamy od dziesięcioleci wali się nam na głowy? Czy system rozpada się na naszych oczach? Trochę to tak wygląda, ale nie chcę pisać o zagrożeniach, słabościach, zaniechaniach i błędach przeszłości, bo taka debata toczy się i będzie się toczyła jeszcze długo. Chcę, może trochę przewrotnie, pisać o szansach.

Zostawmy na razie łowiectwo, na deser w następnym tekście. Porozmawiajmy o kynologii, a właściwie o kynologii łowieckiej. Zachęcam do zapoznania się z moimi tekstami z 13 i 16 sierpnia ubiegłego roku – „Polska kynologia – rzut oka w przeszłość z myślą o przyszłości. Część I – przeszłość z elementami teraźniejszości” oraz „Polska kynologia – rzut oka w przeszłość z myślą o przyszłości. Część II – Jaka przyszłość?„,   w których zawarłem swoje uwagi do współczesności i propozycje na przyszłość. W podsumowaniu tych tekstów zapisałem;

  1. Konieczne jest strukturalne wyodrębnienie kynologii łowieckiej ze Związku Kynologicznego w Polsce. Otwartym jest pytanie czy – nazwijmy to prowizorycznie – Związek Psów Myśliwskich w Polsce ma być strukturą wewnątrz Związku Kynologicznego czy ma pozostawać poza nim. Pytanie też, jaka ma być jego zależność/związek z organizacją/organizacjami łowieckimi w Polsce.
  2. Konieczne jest, dla ras uznanych za użytkowe z łowieckiego punktu widzenia, prowadzenie osobnej księgi rodowodowej, do której wpis nie może wynikać jedynie z faktu urodzenia się szczeniaka w legalnym miocie. Taki wpis może się dokonywać dopiero z chwilą wypełnienia przez psa określonych kryteriów użytkowych. Tylko psy/suki wpisane do księgi rodowodowej psów użytkowych mogłyby zostać dopuszczone do hodowli. Konieczne jest, aby przyjęte kryteria użytkowości dopuszczające do hodowli nastawione były z jednej strony na rzetelną ocenę jakości użytkowej psa/suki, a z drugiej, powinny być możliwie spójne z kryteriami obowiązującymi w europejskich kynologiach pierwszej prędkości.
  3. Fundamentem pracy hodowlanej w grupie użytkowych psów ras myśliwskich powinny być kluby ras/grup ras, a właściciele i hodowcy tych psów muszą być członkami związku łowieckiego.

Dzisiaj również podpisuję się obiema rękami pod tym co wtedy napisałem, jednak myślę, że warto nieco więcej napisać o skutkach tak zarysowanej perspektywy. Co praktycznie oznacza powrót do korzeni kynologii?

Najpierw parę słów o pieniądzach, bo choć statutowo kynologia w Polsce i na świecie rozwija się pod szyldem – „amatorska i oparta na wiedzy” dyscyplina aktywności ludzkiej – to chyba nikt znający się na rzeczy nie wątpi, że to pieniądze rządzą i dzielą. Nikt też pewnie nie będzie miał wątpliwości, że to one zepsuły pięknie brzmiące zapisy statutowe i omal doprowadziły do ruiny wielowiekowe dzieło hodowców europejskich, gdyż to głównie oni stworzyli większość ras, a na pewno większość ras myśliwskich. Powołanie Związku Psów Myśliwskich, będące w moim przekonaniu niezbędnym fundamentem reanimacji polskiej kynologii łowieckiej, z pewnością przyniesie koniec lukratywnej wystawowej zabawie w championaty, etaty, delegacje, rekompensaty kosztów itp., itd.  Czy da się oderwać od suto zastawionego stołu obecnie zarządzających Związkiem Kynologicznym w Polsce? Z pewnością nie będzie to proste, ale im bliżej jesteśmy dna, tym powinno to być łatwiejsze.

Kiedy w 2013 r. zakładałem Klub Wyżłów przy Polskim Związku Łowieckim, kynologia łowiecka oparta o kluby ras/grup ras  wydawała się mrzonką i chyba rzeczywiście nią była, co czas pokazał bardzo dobitnie. Współcześnie, kiedy idea klubowej  kynologii zaczęła być podstawą myślenia o przyszłości polskiej kynologii łowieckiej warto powiedzieć parę rzeczy w oparciu o wcześniejsze doświadczenia.

Wątek pierwszy i bardzo istotny. Kluby ras nie są i nie mogą być narzędziem zarządzania w rozumieniu takim, w jakim budowano struktury zarządcze w PZŁ. Kluby ras są dobrowolnymi związkami grup myśliwych-kynologów mającymi na celu doskonalenie ras którym są dedykowane. Podstawowym celem działania klubów jest działalność hodowlana i wszystko co się w klubach dzieje, w tym ich struktura, kadry oraz sposób działania, są temu celowi podporządkowane. Kluby działają w oparciu o dobrą wolę swoich członków i społeczną ich pracę, a koszty działalności pokrywane są ze składek członkowskich i niewielkich opłat za organizację sprawdzianów użytkowości czy eksterieru. Sędziowie opłacani są na poziomie rzeczywistych kosztów które ponoszą za udział w swojej aktywności na rzecz klubu. Działalność klubowa nigdy nie jest dochodowa, dla kogokolwiek z uczestników, i trzeba mieć tego pełną świadomość. Dlaczego ten wątek poruszam na wstępie? Podstawowym, żeby nie powiedzieć jedynym, pytaniem które zadawali mi potencjalni członkowie Klubu Wyżłów anno 2013 brzmiało – „.. a co ja z tego będę miał?” Problem polega właśnie na tym, że nic, poza udziałem w realizacji zadania które jest dla mnie ważne,  jest moją pasją, sposobem spędzania wolnego czasu i wszystkim tym, co stanowi wartość godną czasu i wysiłku których wymaga. Może warto zastanowić się czy potrafimy znaleźć wśród polskich myśliwych chętnych do tak działających klubów? Wynik tych poszukiwań pokaże prawdziwy stan polskiej kynologii łowieckiej, i szerzej, kultury łowieckiej w Polsce. Nie ukrywam, że znając nieźle materię, optymistą nie jestem.

Wątek drugi, bliski wątkowi pierwszemu. Kluby ras mają z natury charakter regionalny czy wręcz lokalny, co wynika z rodzaju zadania które realizują. Nie da się prowadzić prawdziwej działalności klubowej, kiedy klubowicze muszą pokonywać setki kilometrów na każde spotkanie. Kolejną cechą działalności klubowej jest jej kameralność. Prawdziwa ocena użytkowości, szczególnie kiedy realizowana jest w warunkach naturalnego łowiska,  wymaga poświęcenia odpowiedniej ilości czasu każdemu psu w taki sposób, aby uniknąć przypadkowości oceny, a przynajmniej zmniejszyć ryzyko do minimum. Sprawdziany gromadzą więc po kilka czy wyjątkowo kilkanaście psów i nie są budowane wokół rywalizacji lecz wokół jakości pracy w stosunku do oczekiwanego wzorca. Nie są też budowane wokół wyniku finansowego przedsięwzięcia, o czym wyżej. Fundamentem działania klubowego powinny być więc kluby warszawski czy mazowiecki, śląski, wielkopolski, małopolski, podkarpacki itp.. Ogólnopolska „czapka” nad działalnością klubową niczemu, poza tworzeniem struktur „władzy”, nie służy. Funkcję integratora powinien tworzyć Związek Psów Myśliwskich, mogący organizować ogólnopolskie sprawdziany w poszczególnych rasach. Zadaniem tych sprawdzianów powinno być standaryzowanie działalności klubowej, szczególnie ras polskich i tych, które nie mają europejskiego systemu standaryzacji (patrz niżej).

Wątek trzeci – jak pogodzić lokalność czy regionalność, ze standaryzacją oceny jakości pracy hodowlanej? Ten wątek jest bardzo ciekawy i bardzo ważny, a do tego wszystkiego bardzo europejski, tak jak europejska jest hodowla doskonaląca rasy na naszym kontynencie wyhodowane. Z punktu widzenia tworzącej się kynologii klubowej – upraszczając przy tym ze względów praktycznych obraz –  mamy trzy grupy ras; 1. rasy które w kraju swojego pochodzenia zachowały/stworzyły system standaryzacji (np. rasy wyżłów niemieckich, posokowce), 2. rasy polskie (gończe polskie, ogary), 3. rasy które w kraju pochodzenia nie mają systemu standaryzacji (np. wyżły brytyjskie ale również chyba większość współczesnych ras wykorzystywanych łowiecko).

W grupie pierwszej – powstałe w Polsce kluby tych ras powinny przyjąć standardy oceny realizowane w kraju pochodzenia rasy i włączyć się w europejski/światowy standard doboru hodowlanego. To włączenie nie będzie wcale takie proste, gdyż trzeba będzie przełamać uprzedzenia zbudowane w czasach, kiedy w Polsce rozmnażano, a nie hodowano zgodnie ze wzorcem. Z pewnością formą czyśca będzie wieloletnia droga którą np. wyżły krótkowłose z niektórych polskich hodowli zaczęły podążać. W grupie drugiej – powinno się określić na poziomie Związku Psów Myśliwskich w Polsce standardy doboru hodowlanego, w tym regulaminy konkursów dedykowane tym rasom. Polskie kluby ras powinny bezwzględnie realizować te standardy i wymagać ich przestrzegania w skali europejskiej, na takiej samej zasadzie jak polscy hodowcy powinni realizować standardy opisane wyżej. W grupie trzeciej należy rozważyć sposób postępowania w stosunku do każdej rasy oddzielnie.