Kynologia łowiecka w Polsce – jaka przyszłość?

Kynologia łowiecka w Polsce – jaka przyszłość?
Autor: Zbigniew Ciemniewski
Tekst ukazał się na FB na stronie WildMen

Niedawno Naczelna Rada Łowiecka zaakceptowała, po wielomiesięcznym – a może i dłuższym – oczekiwaniu, treść Ramowego Regulaminu Klubu Grupy Ras (klubu rasy) Psów Myśliwskich Polskiego Związku Łowieckiego. Dokument oczekiwany był z niecierpliwością przez całe łowieckie środowisko kynologiczne. Czy długotrwałość oczekiwania przeniosła się na jakość dokumentu i otworzyła nowy rozdział w polskiej kynologii łowieckiej? Czy otworzyła szansę na prawdziwie nowe rozdanie i oderwanie się od demonów przeszłości? Zanim odpowiem po swojemu na te pytania, parę, a nawet więcej niż parę, słów wprowadzenia.

Trochę teorii

Internetowy słownik łowiecki podaje taką oto definicję kynologii łowieckiej – „Kynologia myśliwska to nauka o psach myśliwskich. Zajmuje się biologią, rozwojem, pochodzeniem, hodowlą, układaniem i użytkowaniem psa myśliwskiego.”
Czy kynologię łowiecką można nazwać pełnoprawną nauką, nie wiem, ale z pewnością jest dyscypliną teoretycznej i praktycznej wiedzy o psach. Dyscypliną kształtowaną przez wiedzę, ale przede wszystkim, przez trwające dziesiątki/setki lat doświadczenie. Podlega ona też, w oczywisty sposób, przemożnej presji oczekiwań, wynikających z praktycznego zapotrzebowania na psy o specyficznych cechach. Ten ostatni element jest zmienny w czasie, i całkowicie zależny od sposobu wykonywania polowania, warunków przyrodniczych czy tradycji. Cechą więc charakterystyczną kynologii łowieckiej jest pewna dynamika oczekiwań kierowanych do hodowców odpowiedzialnych za trwanie czy rozwój ras. Zresztą, chyba nie popełni się błędu w tych rozważaniach, jeżeli odrzuci się od słowa kynologia, słowo łowiecka. Cała kynologia opiera się przecież na identycznych zasadach.

Fundamenty

Jest jeszcze jedno, bardzo ważne – może nawet kluczowe – słowo, opisujące logikę tworzenia ras psów. Tym słowem jest – elitaryzm. Każda z ras, która widnieje w katalogu FCI, powstała na skutek konkretnego na nią zapotrzebowania, a więc powstała na rzecz, tak czy inaczej rozumianej, szczególnej grupy docelowej – elity. Wyhodowano więc psy dla pasterzy, myśliwych, psy dla obrony siedzib – wreszcie – psy do towarzystwa. Każda z tych psich grup była odpowiedzią na konkretne potrzeby szczególnych środowisk, realizujących szczególne zadania lub mających szczególne potrzeby. Kynologia jest – tak rozumiana kynologia musi być – ze swojej natury elitarna. Tak było. Pytanie – jak jest współcześnie?
Nie trzeba być nadmiernie bystrym obserwatorem żeby zobaczyć, że współczesna kynologia – niezależnie od przymiotnika z nią związanego – ugina się pod ciężarem innego słowa. Tym słowem jest egalitaryzm. Przez minione dziesięciolecia zbudowano system zabawy w kynologię, zabawy której osią jest rywalizacja o formę, z zupełnym pominięciem elitarnej treści. Setki i tysiące wystaw produkujących kolejne setki championów krajowych, interchampionów i innych -onów, sprowadziło psie rasy pod każdą strzechę. W tym wyścigu stopniowo, i coraz szybciej, zapominano o elitarności ras, a więc o cechach fundamentalnie je od siebie odróżniających. Zapomniano o elitarności ich cech osobowościowych, dla których przecież w istocie powstały. Statutowe deklaracje towarzystw kynologicznych, że jest inaczej, mogą dzisiaj jedynie śmieszyć w zderzeniu z faktami.

Rzeczywista, rzeczywistość

Nie sięgajmy daleko, spójrzmy na nasze podwórko – ale przecież wszędzie jest podobnie – choć na szczęście nie identycznie. Mamy 10 grup ras, z których 7, to grupy ras psów myśliwskich. Mamy 3 polskie rasy psów myśliwskich i jeszcze jedną w trakcie przygotowań do rejestracji. Pytanie brzmi – dla ilu ras psów myśliwskich w Polsce niezbędne są testy łowieckie, jako warunek dopuszczenia do hodowli? Prosta odpowiedź brzmi – dla żadnej. Wystarczającymi kryteriami według Regulaminu Hodowli Psów Rasowych ZKwP, są wiek i ocena eksterieru w ringu wystawowym, a więc jedynie forma. Przeszliśmy w skrajny egalitaryzm oznaczający nic innego, tylko przejście na rozmnażanie psów, zamiast ich celowej hodowli, ukierunkowanej na rozwój cech niezbędnych dla realizacji określonych zadań. Jesteśmy o krok od zniszczenia dorobku pokoleń kynologów. Nie czas i nie miejsce na rozważanie przyczyn takiego stanu rzeczy, więc wróćmy na nasze łowieckie podwórko.

Podsumowanie

Czy polski model zarządzania kynologią, w tym szczególnie kynologią łowiecką, oparty o hybrydę współpracy ZKwP i PZŁ, z wyraźnie dominującą rolą tego pierwszego, przyniósł dobre owoce? Właśnie patrząc na owoce, można śmiało powiedzieć, że nie. Kolejne pytanie nasuwa się automatycznie. Czy chcemy zmiany tej sytuacji, czy chcemy przywrócić dobrze rozumianą elitarność polskiej kynologii łowieckiej, czy chcemy aby polskie rasy psów myśliwskich rozwijały się na rzecz zadań, dla których były stworzone i były kwiatami polskiej kultury łowieckiej, czy chcemy aby polscy myśliwi mogli kupować piękne, ale przede wszystkim mądre, dobrze służące łowiectwu psy myśliwskie, u polskich hodowców?
Nie wyobrażam sobie odpowiedzi innej, niż twierdząca. Pytanie jak zmienić obecną niedobrą sytuację? Zapewne będzie wiele pomysłów, i jest też zapewne wiele dobrych dróg do normalności. Pozwolę sobie przedstawić w wielkim skrócie, zważywszy szczupłość miejsca, swój pogląd w tej sprawie.

Wnioski

Po pierwsze, o czym już wyżej wspomniałem, dzisiejsza, hybrydowa konstrukcja ZKwP/PZŁ na polu kynologii łowieckiej musi być zmieniona, ze względu na trwałą, udowodnioną przez dziesięciolecia impotencję, w realizowaniu celów dla których powstała. Wydaje mi się, że wzorem wielu krajów ościennych, mających dobrze rozwiniętą kynologię łowiecką, powinien powstać, nazwijmy to roboczo, Polski Związek Psów Myśliwskich, który przejmie od ZKwP i PZŁ wszystkie ich zadania dotyczące kynologii łowieckiej. Wielkim pytaniem jest, jak zbudować szczegółową formułę takiego związku. Wydaje mi się, że formuła równowagi będzie najłatwiejsza do przeprowadzenia, a przez to najbardziej realna. Wielkim pytaniem jest też, jakie rasy psów myśliwskich mają realne szanse na przetrwanie dla łowiectwa, a więc również, które z nich powinny przejść do kategorii „piękny ale niekoniecznie mądry”, z wszystkim tego dla zadań hodowlanych skutkami. Wybór z pewnością nie będzie łatwy, a brzemienny w skutki.
Spróbowałem narysować dosyć grubą kreską struktury na szczeblu krajowym, mające integrować realizację zadań kynologii w wielu wymiarach praktycznych. Jednak nie Związek Psów Myśliwskich powinien być odpowiedzialny za realizację praktycznych zadań hodowlanych w poszczególnych rasach/grupach ras. Tę rolę powinny pełnić kluby ras/grup ras. One powinny prowadzić księgi rodowodowe swoich ras, one powinny realizować codzienny nadzór nad jakością użytkową i eksterierem, one powinny organizować konkursy i przeglądy eksterieru – jednym słowem – one powinny być miejscem realizacji wszelkich praktycznych aspektów pracy hodowlanej. W tym miejscu jedna ważna uwaga. Organizacja pracy klubowej dla ras polskich, powinna być inna niż dla ras niepolskich. O ile dla ras polskich, to nasze kluby powinny budować standardy wymagań do których powinni dostosować się hodowcy zagraniczni, o tyle zarządzanie hodowlą ras niepolskich, powinno być podporządkowane oczekiwaniom ich klubów macierzystych, a przy ich braku, oczekiwaniom FCI. Tutaj klasycznym przykładem mogą być rasy wyżłów brytyjskich. Hodowla psów myśliwskich jest znakomitym przykładem na to, jak integracja realizacji zadań hodowlanych w całej europejskiej przestrzeni hodowlanej ma wielki sens. Tak jak nie powinno być osobnych, prawie się nie przenikających populacji wyżłów niemieckich, tak również, nie powinno być różnych, w różnych częściach Europy, populacji polskich gończych czy ogarów.
Wróćmy do początku, a więc do pytania, czy przyjęty niedawno przez Naczelną Radę Łowiecką ramowy regulamin Klubu Grupy Ras (Klubu Rasy) realizuje oczekiwania środowiska kynologów łowieckich? Z mojej perspektywy – niestety nie. Przyjęty regulamin tylko nieco pudruje dotychczasowy system, i jeżeli wyraża strategiczne widzenie przyszłości polskiej kynologii łowieckiej, to przyszłość ta nie wygląda różowo. Celowo nie zanurzam się w szczegółową analizę poszczególnych zapisów, choć jest sporo takich, które pewnie warto zmienić. Nie w szczegółach tego tekstu leży bowiem rozwiązanie narosłych od dziesięcioleci problemów, a w zbudowaniu nowej jakości całego systemu. Co do jednego tylko szczegółu muszę koniecznie zabrać głos. Byłbym prawdziwie szczęśliwy, gdyby tego rodzaju dokumenty miały swojego autora/autorów, nie mających lęku ujawnić swoich nazwisk na dole zapisu.