Spotkania Hubertowskie w Puszczy Knyszyńskiej 11-12.09.2021

Z wielką przyjemnością przyjąłem zaproszenie od organizatorów kolejnej edycji „Spotkań Hubertowskich w Puszczy Knyszyńskiej” do udziału w międzynarodowym sympozjum będących częścią tej niemałej imprezy. Wydarzenia za naszą wschodnią granicą oraz COVID nie pozwoliły na udział w spotkaniu kolegom z Białorusi i Gruzji, jak wcześniej zaplanowano, tak więc honoru „zagranicy” dzielnie broniła kilkuosobowa delegacja myśliwych litewskich. Sympozjum odbywało się pierwszego dnia Spotkań w pięknym „Dworku na Skraju Puszczy”. Główną atrakcją była prezentacja dorobku muzycznego Krzysztofa Kadleca ale znalazł się też czas na moje opowiadanie o polowaniu z wyżłami w różnych miejscach Europy oraz opowieści o polowaniach afrykańskich czy rozmowy o wizerunku polskiego łowiectwa. Sympozjum towarzyszyła piękna wystawa fotografii z polowań afrykańskich. Były przemówienia, rozdawano medale, częstowano się wspaniałymi wędlinami z dziczyzny, rozmawiano o łowiectwie, jednym słowem, czas płyną w bardzo miłej atmosferze.
Dla mnie ten odległy wyjazd do Czarnej Białostockiej miał jeszcze jeden wymiar. Organizatorzy, dla mnie i Janka towarzysza wielu moich łowieckich wyjazdów, a przy tym współtworzącego nasz przekaz w czasie sympozjum, zorganizowali polowanie kaczki w pięknym łowisku nad Narwią. Przez 3 dni wędrowaliśmy z Gapą i Herą po rozległych prawie dzikich stawach, i choć kaczki przetrzebiła wiosenna ptasia grypa to była i satysfakcja łowiecka, i piękna praca wyżłów w bardzo trudnym i wymagającym terenie w tle wspaniałego rykowiska toczącego się tuż za „naszymi stawami.
Jak by tych atrakcji było mało, to wyjazdowi towarzyszył jeszcze jeden element, dla mnie bardzo ciekawy i praktycznie ważny. Obok Gapy i Hery wziąłem ze sobą Igo i Iskierkę 7-tygodniowe szczeniaki Hery. Co prawda, tydzień wcześniej w tym samym składzie byliśmy na dwudniowych kaczkach pod Kaliszem w dolinie Prosny, ale tym razem, czekała nas znacznie dłuższa trasa i 7 godzin w samochodzie. Dla starszych suk było to normalne około łowieckie wydarzenie natomiast z pewnym niepokojem myślałem o tym jak zachowają się szczeniaki. Nie dość, że mieliśmy kawał drogi przed sobą, to jeszcze pieski musiały na nas spokojnie poczekać w samochodzie w czasie wspomnianego wyżej seminarium, jak również, w czasie kolejnych 2-3 godzinnych wędrówek po stawach na które rzecz jasna nie mogłem ich zabrać. Nie mogłem wprost uwierzyć jak zrównoważone i rozsądne okazały się te dwa psie maluchy. Po pierwsze, znakomicie i szybko dogadały się ze starszymi sukami w ciasnej przestrzeni samochodu, po drugie, spokojnie spały całą drogę z jedynie dwoma krótkimi przerwami dla załatwienia swoich potrzeb, po trzecie, podobnie zachowały się w czasie mojego udziału w seminarium które trwało kilka godzin, a do tego wokół samochodu kręcili się ludzie, słychać było głośne rozmowy itp., po czwarte wreszcie, dały nam spokojnie polować czekając w samochodzie cierpliwie na nasz powrót. Były naprawdę wspaniałe. W zamian otrzymały od nas wspólne spacery wokół stawów, czas na baraszki przy domu oraz udział w pokocie i pierwszy kontakt z ubitą zwierzyną.