Słonka na rozkładzie

Jak obserwatorzy tej strony oraz czytelnicy „Z wyżłami przez Europę” pamiętają, zdobycie jesiennej słonki spod wyżła było zawsze moim marzeniem. Marzeniem dla którego realizacji zapuściłem się nawet w białoruskie lasy przed 2 laty. Niestety, wtedy nie wyszło i tak trwało aż do wczoraj. Dla zarysowania tła historycznego muszę jeszcze powiedzieć, że pierwszą i do tej pory jedyną jesienną, październikową słonkę w obwodzie w którym poluję od dziesięcioleci strzelił mój Ojciec spod Bima, naszego wyżła szorstkowłosego. Wtedy wiek nie pozwalał mi na polowanie, łatwo więc sobie wyobrazić jak dawno temu to było. Pamiętam doskonale ten jesienny dzień kiedy w czasie wędrówek za kogutami w pasie krzewów ciągnącym się wśród pól Bim wystawił słonkę, strąconą przez Ojca. W ostatnich latach coś się zaczęło zmieniać i parę razy czy to Maciek czy ja spotykaliśmy słonki w czasie wędrówek za bażantami. Pisałem też niedawno o znalezionej przez Iskrę w sadzie koło domu martwej słonce, pięknie do tego zaaportowanej do moich rąk przez 3 miesięcznego psiaka. W tym miejscu wracam do podstawowego wątku.

Wczoraj wybrałem się na koguty z Gapą i Herą. Było dosyć późno, już po 13.00. Wybrałem się w rejon wsi Kobielice na podmokłe łąki, nieużytki oraz ciągnące się wzdłuż rowów melioracyjnych paski pól. Wędrowałem cierpliwie wzdłuż pasów traw i miejscami trzcin porastających brzegi rowów aż w pewnym momencie Gapa zaznaczyła krótko i spod jej pyska poderwała się słonka z charakterystycznym piśnięciem. Chwila niepewności, decyzja, strzał z rzutu, piękny spokojny aport Gapy i miałem ją! Potem jeszcze jeden kogut i do domu. Nie wiem czy populacja słonki zwiększyła się na skutek zmian klimatycznych, czy z podobnego powodu zmianie ulegają trasy jej migracji, w każdym razie chciałbym mieć nadzieję, że wiosenne ciągi które nam zabrano, zastąpione zostaną przez jesienne wędrówki z wyżłem. W sumie nie miałbym nic przeciw temu.