Dlaczego polujemy?, czy łowiectwo we współczesnym świecie ma rację bytu? – na tle artykułu „Przyjemność zabijania” w BŁ 7/2014

Ściągnąłem w ostatnich dniach internetowe wersje czerwcowego i lipcowego numer BŁ, siadłem do lektury i …. następnego dnia siadłem do pisania. Na początek warto powiedzieć, że obie edycje zawierają wiele ciekawych artykułów i trzeba przyznać Redakcji, że po słabszym, w każdym razie w mojej ocenie okresie naprawdę nabrała wiatru w skrzydła. Do czego chcę się odnieść? W obu numerach jest kilka artykułów dotykających, bezpośrednio lub pośrednio, odwiecznego tematu zapisanego w tytule tego artykułu. Ciekawym wywiadom z profesorami Piotrem Żuchowskim i Markiem Koziorowskim towarzyszy dwuczęściowy „wywiad rzeka” z Zenonem Kruczyńskim znanym przeciwnikiem polowania oraz inne, mniejsze publikacje z tego obszaru. Redakcja stawia naprzeciw siebie obraz i poglądy na łowiectwo poważnych, mających duży osobisty dorobek życiowy osób, z demagogicznymi, powierzchownymi wypowiedziami Zenona Kruczyńskiego – tego od „Farba znaczy krew”. Tak trzymać!

Co jednak mnie zmotywowało do chwycenia za „pióro”? Tym czymś jest artykuł spółki Daniel A. Kałużycki i Wojciech Bołoz zatytułowany „Przyjemność zabijania”. Jakie przesłanie słychać z tego tekstu, napisanego zresztą w sposób ciekawy i z pewnością starannie przygotowanego? Tym przesłaniem jest, aby w dyskusjach z tzw. ekologami czy w ogóle przeciwnikami łowiectwa różnej maści, zamiast prowadzić dyskusję emocjonalną opartą o rozmydlanie istoty łowiectwa obrazami sentymentalnych wycieczek do lasu, „przy okazji” jedynie kończących się strzałem czy usuwaniem z łowisk jedynie osobników starych i chorych, wprost powiedzieć, że istotą łowiectwa jest zabijanie i czerpanie przez myśliwych z tego przyjemności. Niezwykle przewrotna teza autorów znanych mi ze skłonności do takiego sposobu prowadzenia dyskusji , co mogę powiedzieć po dosyć licznych z nimi potyczkach słownych na mojej stronie www.psymoje.pl.

Muszę kategorycznie zaprotestować przeciw takiemu stawianiu sprawy gdyż, po pierwsze, teza jest nieprawdziwa a przynajmniej nie może być stawiana jako podstawowa motywacja większości do uprawiania łowiectwa, a po drugie, takie stawianie sprawy przed niczego nie rozumiejącymi, infantylnymi mieszczuchami musi zakończyć się klęską osób toczących tą bitwę po naszej stronie. Szczerze mówiąc nie mogę wykluczyć, że przewrotność autorów polega w jakiejś mierze na tym, żeby zachęcić do prowadzenia debaty w sposób skazujący „naszą stronę” na porażkę.

Najpierw mały strzał we własną stopę – z pewnością jest spora grupa myśliwych, nieproporcjonalnie i nadmiernie rzucająca się w oczy ze względu na swoją łowiecką aktywność, dla której motywacją do polowania jest owa przyjemność płynąca z zabijania. Wśród wszystkich drapieżników spotykamy takie przykłady – niech punktem odniesienia będzie kuna mordująca wszystkie kury w kurniku nocą, tylko dlatego, że ptaki są niezdolne do obrony czy wataha wilków wybijająca całą chmarę jeleni w wysokim śniegu. Czymże innym są „polowania” na bażanty w bażantarniach specjalnie przygotowanych do wystrzeliwania setek sztuk, wcześniej wyhodowanych w tym celu bażantów, czy „polowania” zbiorowe na dziki specjalnie hodowane do tego celu w zagrodach, gdzie dzienne rozkłady na myśliwego idą w dziesiątki sztuk a nawet argentyńskie polowania na dzikie gołębie gdzie amerykańskim, i nie tylko, myśliwym gwarantuje się odstrzał nie mniej niż 300 ptaków dziennie? To jest właśnie żerowanie na owej nieokiełznanej pasji mordowania drzemiącej w niektórych ludziach i zwierzętach. Zachłanność i krwiożerczość tego typu polowań jest zwykle, tak się składa, cechą systemów łowieckich Zachodu, gdzie polowanie staje się często rozrywką czy strzelecką przygodą, również bussinesem, dając przy tym wspaniałą pożywkę dla propagandy anty łowieckiej. Na naszym podwórku przykładem takiej postawy niech będą, modne w niektórych kręgach, polowania na dzikie gęsi, gdzie strzela się setki naboi na każdą odległość licząc na to, że może wreszcie któraś spadnie czy polowania na kaczki gdzie krwiożerczy nemrodzi strzelają dziesiątki sztuk nie zadając sobie nawet trudu podniesienia strąconych czy tym bardziej zbarczonych sztuk. To z pewnością jest ta brudna strona łowiectwa która zbliża nas do drapieżców, o których wyżej i do tego ta strona łowiectwa która pozwala łatwo budować przeciw nam zarzuty oparte o emocje.

Jak powinno się wobec tego budować przekaz o łowiectwie i myśliwych? Właśnie tak a nie inaczej – o łowiectwie i myśliwych, bo to co dla wielu słuchaczy jest jednością tak naprawdę jednością nie jest. Wyraźnie trzeba budować w powszechnej świadomości, ale też w świadomości myśliwych, że łowiectwo ma dwa wymiary – jeden osobisty, oznaczający osobiste motywacje do polowania każdego z nas, motywacje wynikające z tradycji rodzinnej, pasji, zainteresowania przyrodą, chęcią imponowania, sprawdzeniem siebie w trudnych warunkach i wieloma zapewne innymi czynnikami, również ową przyjemnością z zabijania zgłoszoną do katalogu przez Autorów „Przyjemności z zabijania”. Elementem tego osobistego wymiaru jest też sposób w jaki łowiectwo uprawiamy. Przywoływałem już w innym tekście ten wojskowy przykład – czy jesteśmy żołdakami i oprawcami czy oficerami sprawy zależy nie od sprawy, ale od jakości naszego w niej udziału. Łowiectwo ma też drugi wymiar. Tym wymiarem jest rzeczywiste zadanie realizowane przez miliony myśliwych, zadanie które polega na ciągłym budowaniu naszej relacji ze światem zwierząt. Sposób realizacji tego zadania zmieniał się przez tysiąclecia w zależności od sposobu funkcjonowania ludzkich wspólnot, stopnia rozwoju cywilizacji i wielu innych czynników ale na pewno samo zadanie pozostanie aktualne tak długo, jak długo na świecie będą obok siebie żyli ludzie i zwierzęta. Proszę wykonać prostą operację myślową – znikają związki łowieckie, koła łowieckie i myśliwi – czy zniknął ludzie wykonujący polowanie, kłusownicy w dzisiejszej nomenklaturze lub zawodowi kilerzy? Na pewno nie! – ponieważ zadanie pozostanie. Niezależnie od tego co twierdzą pseudo ekolodzy łowiectwo jest i będzie jednym z ważniejszych obszarów realnego wysiłku ludzi na rzecz środowiska naturalnego.

Wrócę na chwilę do jednego z fragmentów wywiadu z Zenonem Kruczyńskim, w którym z żalem mówi on o dużych środkach finansowych którymi dysponuje PZŁ, w przeciwieństwie do szczupłości zasobów fundacji w której działa. Pomijając inne wątki tej wypowiedzi zapytam – a na co wydaliby pieniądze Koledzy Ekolodzy gdyby je posiadali? – na wiszenie na drzewach czy na hałasowanie w Puszczy Białowieskiej w czasie rykowiska? Jaki program pozytywny mają Szanowni Koledzy Ekolodzy? Co do środków finansowych jeszcze jeden mały wątek – myśliwi płacą składkę do swoich związków łowieckich czy kół, pracują w łowiskach tworząc różne, policzalne w pieniądzach wartości. Czy Szanowni Ekolodzy też dokładają się z własnych środków do budżetu swoich organizacji czy może bezceremonialnie wydają różnego rodzaju subwencje i darowizny ludzi kształtujących zadania realizowane przez ich środowisko?

Jak więc dyskutować o łowiectwie?, jak kształtować nasz wizerunek? Sprawa jest prosta i nie prosta zarazem. Prosta, ponieważ w moim pojęciu łatwo jest zbudować czytelny przekaz o rzeczywistych zadaniach przed którymi stoi łowiectwo i również o zadaniach które łowiectwo realizuje. Oczywiście, łowiectwo rozumiane jako ciągłe zadanie budowania relacji człowieka ze światem zwierząt a w każdym razie znaczącą część tej relacji. Sprawa nie jest prosta zarazem, ponieważ do takiego przekazu potrzeba ludzi widzących problem nie przez pryzmat kotleta z dzika czy przyjemności czerpanej z zabijania, ale przez okulary etycznego łowcy i ekologa zarazem. Szukajmy takich ludzi, dajmy im szansę na stanie się głosem naszego środowiska i nie pozwólmy jednocześnie na bojaźliwe milczenie czy szkodliwe wypowiedzi osób myślących w kategoriach czystego drapieżcy.