Łowiectwo czy myślistwo – oto jest pytanie! Część I.

Nieustannie powracającym tematem w czasie środowiskowych dyskusji jest przyszłość polskiego łowiectwa, zalety/wady polskiego modelu łowiectwa i wszystko co się w pobliżu tej tematyki kręci. Temat wyzwala emocje, budzi spory, dzieli myśliwych. Ostatnim impulsem który zadecydował o napisaniu tego tekstu jest artykuł Redaktora Pawła Gduli do którego ad vocem zamieściłem ostatnio.

Fundamentalną słabością naszych rozmów o przeszłości i przyszłości polskiego łowiectwa, słabością,  która w mojej ocenie jest niesłychanie ważna dla jakości debaty, jest brak jasnego opisu przeszłości i teraźniejszości oraz mgliście jedynie zarysowane cele różnych stron.  Jest to o tyle dziwne, że przecież w istocie mamy wybór pomiędzy myślistwem, gdzie myśliwi realizują tylko zadania związane z pozyskaniem zwierzyny, a łowiectwem, w którym organizacja/organizacje łowieckie oraz koła łowieckie i myśliwi realizują znacznie szerszy katalog zadań związanych z zarządzaniem przestrzenią przyrodniczą. W pierwszym wariancie myśliwy odpowiedzialny jest jedynie za zgodne z prawem i bezpieczne realizowanie odstrzału na wskazanym terenie, w drugim, myśliwy, koło łowieckie i dalej organizacja/organizacje łowieckie realizują publiczne zadanie które w skrócie można nazwać udziałem w zarządzaniu środowiskiem przyrodniczym, w zakresie kompetencji udzielonych przez państwo. Jasne, że również w wariancie pierwszym myśliwy jest realizatorem zadań państwa w zakresie zarządzania środowiskiem ale odpowiada jedynie za niewielki wycinek tych zadań zwany wykonywaniem odstrzału.

Jakie są praktyczne konsekwencje przyjęcia któregoś z tych wariantów?

W pierwszym przypadku powierzchnia na której realizowany jest odstrzał może być stosunkowo niewielka, to znaczy nawet kilkadziesiąt do kilkuset hektarów, bo przecież zadanie jest ściśle zdefiniowane do wykonania odstrzału. W wariancie tym istotne jest też to, że myśliwy ma prawo do realizacji swojej pasji ale to prawo, postrzegane jak forma rozrywki/rekreacji, musi zostać opłacone właścicielowi/właścicielom nieruchomości bądź innemu dysponentowi prawa do polowania. Opłaty te są różnej wielkości w zależności od położenia łowiska, jego zasobności, ilości chętnych do dzierżawy prawa polowania, wielkości szkód łowieckich itp. Myśliwy ponosi też inne koszty swojej pasji, a więc zakupu odpowiedniej  odzieży, broni, pojazdu, poświęcony polowaniu czas własny, uzyskując za to korzyść w postaci pozyskanej zwierzyny,  W różnych krajach ten element rozwiązany jest w nieco różny sposób ale zasada działa wszędzie tak samo. W systemie niemieckim zadania dla myśliwego (plan odstrzału)  określa urzędnik lub też w niektórych przypadkach decyzja pozostaje w rękach myśliwego. Dla przykładu Niemcy nie robią inwentaryzacji dzików czy saren, decyzję o wielkości wykonania pozostawiają myśliwym/właścicielom gruntu. W Anglii z kolei dysponentem prawa do polowania na swoim terenie jest jedynie właściciel nieruchomości i tylko on podejmuje decyzje o sposobie korzystanie z zasobu jakim jest żyjąca na jego terenie populacja zwierząt łownych. Szwedzi budują plan pozyskania zwierzyny łownej na drodze uzgodnień pomiędzy wspólnotą lokalną (komuną), będącą najczęściej właścicielem lasu, oraz nadleśnictwem i myśliwym dzierżawiącym prawo do polowania.

W każdym z tych systemów zwierzyna łowna traktowana jest jak pożytek z gruntu i/lub jako zagrożenie dla prowadzonej gospodarki rolnej czy leśnej. Jasne, że szczegółowe rozwiązania w różnych miejscach (landach) mogą różnić się od siebie ale schemat jest podobny. Warto powiedzieć jeszcze, że takie zasady uprawiania łowiectwa ograniczają realny, codzienny dostęp dużej części niezamożnych myśliwych do łowisk na dzierżawę których ich nie stać. Często przywoływany argument o wielkiej ilości myśliwych w różnych krajach Europy Zachodniej w porównaniu z polskimi realiami, prawdziwy jest więc jedynie w części. Warto też wiedzieć, że znacząca część zachodnich myśliwych, a w niektórych krajach nawet większość, nie jest członkami organizacji łowieckich, a ich dostęp do polowania opiera się na uzyskanej od państwa licencji. Ten system działa na Zachodzie od setek lat i jest z pewnością skuteczny dla realizacji celów które sobie stawia. W ostatnich latach coraz wyraźniej natomiast widać, że traktowanie łowiectwa jako rozrywki czy formy rekreacji, choć zbudowano wokół niego wielką tradycję i równie wielki, a może nawet większy przemysł, jest coraz gorzej postrzegane w społecznościach, które przestały rozumieć jego sens i realne znaczenie. Stamtąd przyszły do nas wszelkiej maści ruchy antyłowieckie i w oparciu o tam przygotowaną retorykę atakują łowiectwo w Polsce.

Wariant drugi, a więc nieustannie wywoływany do tablicy polski model łowiectwa, zbudowany został w latach pięćdziesiątych ubiegłego stulecia na innych teoretycznych i praktycznych fundamentach. Podstawą są duże powierzchnie obwodów łowieckich dające szansę na prowadzenie gospodarki łowieckiej od planowania, po realizację katalogu różnych zadań środowiskowych, wśród których wykonanie planu odstrzału jest jedynie częścią odpowiedzialności. Zbudowanie tak dużych obwodów łowieckich możliwe było również dlatego, że twórcy systemu prawo własności zwierząt łownych i prawo do wykonywania polowania, oderwali od własności ziemi i przekazali je państwu.  Z kolei zadania państwa w zakresie praktycznej realizacji gospodarki łowieckiej przekazano jedynej, utworzonej przez państwo, ale działającej na zasadzie specyficznego stowarzyszenia organizacji myśliwych. Jakie są teoretyczne zalety takiego system i jakie są praktyczne doświadczenia w jego realizacji przez minione kilkadziesiąt lat? Odpowiedzi na te pytania są kluczowe dla dyskusji o przyszłości łowiectwa w Polsce, kluczowe dla rozumienia tego czego chcemy bronić, bądź chcemy zmienić.

Zapraszam do części drugiej.